Blog

Wywiad z Albertem Mazurkiewiczem – ojcem 6 dzieci i edukatorem domowym

Zwykle to kobiety udzielają naszej Fundacji wywiadu o ich rodzinnej przygodzie z edukacją domową. Dlaczego? Ponieważ najczęściej to matki są inicjatorkami zmiany systemu edukacji. Zwykle, ale nie zawsze! Tym razem zaprosiliśmy Pana Alberta – ojca 6 dzieci – który przekonał żonę do edukacji domowej. Poznaj ich niezwykłą historię!

“Nazywam się Albert Mazurkiewicz wraz z rodzinką zamieszkujemy w Szczecinie. Z żoną Ludmiłą mamy 6 dzieciaków: Janek 19 lat, Zosia 14, Małgosia 11, Ania i Weronika 8 lat oraz nasz najmłodszy – Jakub 4 lata. 

Zosia i Małgosia są w edukacji domowej kolejny już drugi rok i w jest to 8 klasa i 5 klasa. Moja żona jest nauczycielką, ja zagrzewam miejsce w IT – pracuję jako specjalista ds. bezpieczeństwa (krótko mówiąc – cyberbezpieczeństwo). W zamyśle mamy, aby objąć całą młodszą trzódkę edukacją domową. Widzimy wiele aspektów pozytywnych dla nas rodziców, ale i dla dzieciaków.”

 

Gabriela Letnovska: Dlaczego zdecydowaliście się na edukację domową?

Albert Mazurkiewicz: Pomysł na edukację zrodził się trochę przez zaciekawienie, trochę przez poszukiwanie rozwiązań, sposobów na naukę, tak, aby przyporządkować ją do naszego stylu życia, aby nie być więźniem edukacji. Przerażała nas też wizja nadchodzących ponownie zajęć zdalnych, które (oczywiście mam na myśli początki) zupełnie przerażały brakiem koordynacji ze strony i szkoły, i nauczycieli, i domu, rodziców, aż wreszcie dzieciaków. Pomyślałem, że musi być inna – lepsza – metoda, jakiś sposób, aby móc uczyć się przy pomocy urządzeń elektronicznych i dostępu do sieci. I tak zaczęły się poszukiwania.

Trafiłem na Centrum Nauczania Domowego, które wspiera rodziny w ED, zarejestrowałem się, a później wszystko potoczyło się już z górki. Okazało się, że to był strzał w 10!

 

GL: Częściej pomysł o ED wychodzi ze strony matki, podczas gdy ojcowie są sceptycznie nastawieni na edukację alternatywną. Jak to wyglądało w Waszym przypadku?

AM: U nas to ja byłem propagatorem przeskoczenia na nowy sposób edukacji. Żona bardzo sceptycznie podchodziła do tego tematu (może dlatego, że jest nauczycielką 🙂 ). Uparłem się, że spróbujemy, zobaczymy jak będą reagowały dziewczyny i w samodyscyplinie, i organizacji swojego czasu nauczania, jak sobie z tym poradzą. Obejrzeliśmy wspólnie pokazową lekcję z platformy, którą oferuje Centrum Nauczania Domowego i udało się. Żona zgodziła się i tak zaczęła się nasza przygoda z CND.

 

GL: Jak wygląda Wasz plan dnia? Czy dziecko uczy się jak w szkole od godziny 8:00?

AM: Teraz dni w „szkole” są swobodne. Dziewczyny najpóźniej nauczanie rozpoczynają o g. 9.00 najczęściej 8.30. Budzą się już spokojne, nie stresują się całym procesem wyjścia do szkoły, nie ma już pośpiechu, zasypiania, zapominania potrzebnych przyborów, zeszytów, książek itp. Pełen spokój! Po śniadaniu zasiadają do „zajęć szkolnych”. Spędzają tyle czasu, ile potrzebują w ciągu dnia, aby zrealizować dzień nauczania. Zazwyczaj tyle, ile spędzałyby go w szkole, ale częściej jest to mniej.

Widzimy jak się rozwijają, jak stają się bardziej samodzielne w dobieraniu sobie sposobów nauczania – takiego, jaki im pasuje i który jest dla nich najbardziej efektywny. Czują się swobodnie, nie skrępowane żadnym czasem, dzwonkami, co wpływa pozytywnie na ich rozwój. Cieszymy się razem z nimi.

GL: Czy ciężko jest przekazywać wiedzę dziecku nie będąc nauczycielem?

AM: To była jedna z głównych obaw, jak poradzimy sobie ze zorganizowaniem programu nauczania, jak zorganizujemy treści edukacyjne, czy będą one wystarczające i w odpowiedniej formie podane córkom? Bardzo szybko okazało się, że mamy gotowe materiały, że lekcje również są przygotowane i to w bardzo atrakcyjny sposób. Wszystko udostępniono nam na platformie CND.

Dziewczyny uczą się same i to, co mają na platformie, w zupełności im wystarcza. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet mniej poświęcamy im obecnie czasu z przygotowaniem się do lekcji, niż wcześniej w tradycyjnej szkole. Na platformie są webinaria, które mogą sobie obejrzeć tyle razy, ile chcą, aż zrozumieją te kwestie z lekcji, które są trudniejsze. A my jesteśmy spokojni, ponieważ to jest tak, jakby córka była jedyna na lekcji, a nauczyciel mówił tylko do niej. Zatem my, dzięki platformie, dzięki CND, mogliśmy zrezygnować z roli nauczycieli domowych.

 

GL: Jak motywujecie i zachęcacie dzieci do nauki w domu?

AM: Chyba najlepszą odpowiedzią jest to, że dziewczyny same siadają do zajęć. Zachęca je do tego platforma i lekcje przygotowane w atrakcyjny sposób. One z ciekawości jak wygląda następna lekcja, siadają i otwierają poszczególne materiały edukacyjne. Mobilizują się same w taki sposób, że uczą się, aby na koniec tygodnia zdać egzamin testowy na platformie i prześcigają się w ilości zdobytych punktów.

Nauka w ED jest bardziej atrakcyjna, one chętniej zasiadają przed ekrany laptopów. Nauka stała się dla nich przyjemna, być może chociażby dlatego, że nie towarzyszy im stres porannego wstawania przygotowywania się do klasówek, sprawdzianów. Wcześniej uczyły się dla ocen, teraz uczą się dla siebie.

 

GL: Jakie widzicie korzyści płynące z nauczania domowego?

AM: Jest ich wiele, skupię się na tych najważniejszych. Zauważamy, jak bardzo rozbudowały się i rozwinęły ich więzy siostrzane. Córki spędzają ze sobą dużo czasu i to jest piękne! Pomagają sobie w codziennych obowiązkach, stały się wrażliwsze, bardziej otwarte, ale przede wszystkim są dużo spokojniejsze.

Ważne jest też dla nas to, że już od wczesnych lat uczą się samodyscypliny, organizacji swojego czasu, rozumienia, że to, co wyznaczyłyby sobie na dzisiaj, muszą zrealizować, bo jutro będzie tego więcej, jeżeli zaniedbają swoje obowiązki. Uczą się zatem wywiązywać ze swoich zobowiązań.

Kolejna korzyść jest taka, że dzięki edukacji domowej mają więcej czasu na swoje zainteresowania, hobby więcej czasu na zabawę. Pamiętam jak wymagaliśmy, aby się uczyły, aby zdobywały dobre stopnie i te nasze aspiracje i wymagania jeszcze bardziej je denerwowały, stresowały. Córki były w ciągłym biegu.

Dzięki ED poprawiły się także nasze relacje rodzic-dziecko. Więcej żartujemy, śmiejemy się. To niesamowite, że musiałem posłać dzieciaki na domową formę nauczania, żeby zobaczyć różnice i to jakim tyranem byłem dla nich poprzez moje wymagania, gdy uczyły się w tradycyjnej szkole. Nie ważne są już oceny liczą się dzieci i ich szczęście.

 

GL: Co wasze dzieci cenią najbardziej w edukacji domowej?

AM: Myślę, że swobodę, ale tę wymagającą. Wiedzą, że nie muszą uczyć się dzisiaj, ale już są świadome, że to jest ich obowiązkiem, tak, jak nasza praca i powinny się z tego wywiązać. Pytamy je, czy chciałyby wrócić do poprzedniej szkoły i zdecydowanie odpowiadają że NIE.

Pamiętam, ile radości dała im wycieczka do Warszawy i to, że mogły tak w środku tygodnia pojechać ze mną, nie myśląc “A co ze szkołą?”  – to jest ta swoboda i to jest to przebywanie z rodzicami. Pewnie, jako dzieciaki, cenią brak klasówek, sprawdzianów i odpytywań, które miały miejsce w tradycyjnej szkole, a tu mają tylko egzaminy testowe – nawet nie dla oceny, tylko one wiedzą, że tak sprawdzają swoją wiedzę.

GL: W jaki sposób przygotowujecie dzieci do egzaminów? Czy korzystacie z dodatkowych materiałów?

AM: Dzieci przygotowują się do egzaminów tylko z materiałów na platformie – to w zupełności wystarcza. Przygotowują sobie czasami tzw. „mapy myśli” i przed egzaminem je przeglądają. Jest to dla nich wystarczające, co potwierdzają wyniki egzaminów.

 

GL:  Jak udaje się Wam pogodzić pracę z nauczaniem dziecka?

AM: Wydawać by się mogło, że skoro dzieci uczą się w domu, to trzeba z nimi siedzieć więcej i dłużej. A jednak jest zupełnie odwrotnie – to teraz, gdy są w domowym nauczaniu wymagają mniej czasu i zaangażowania z naszej strony. Wiemy, że lekcje są przygotowane solidnie, że dziecko jest samo na lekcji i przez to więcej do niego dociera, więc więcej umie. Tym samym mniej wymaga naszej uwagi jego edukacja. Przecież w grupie 20 osób w klasie informacja od nauczyciela często się nie przebija do dzieci, nie dociera ze względu na hałas, jakieś szturchanie, tzw. zewnętrzne bodźce rozpraszające, w domu jest tylko ona i nauczyciel. Na koniec napisałbym, że w praktyce jest to dla nas nie domowe nauczanie, a indywidualne niczym arystokratyczne 😀 .

Wpłać darowiznę
Wpłać
Darowiznę

Jeżeli nasze działania są dla Ciebie wartościowe, wesprzyj nas i miej wpływ na edukację domową w Polsce!