Stanowisko Forum Edukacji Domowej ws. artykułu Dziennika Gazety Prawnej
Jako Forum Edukacji Domowej wyrażamy głębokie zaniepokojenie treścią artykułu Coraz więcej nadużyć w edukacji domowej: lepiej odchwaścić czy przyciąć? opublikowanego na łamach Dziennika Gazety Prawnej w dniu 30 października 2025 roku. Zauważamy, że autor publikacji posługuje się uproszczeniami i niepopartymi faktami ocenami, które w istotny sposób zniekształcają obraz edukacji domowej w Polsce. Tekst posługuje się uogólnieniami i stereotypami, które mogą wprowadzać opinię publiczną w błąd i podważać zaufanie do rodzin oraz placówek realizujących tę formę nauki zgodnie z obowiązującym prawem. Wierzymy, że tekst publicystyczny powinien opierać się na faktach i przykładach, a nie insynuacjach szerzących dezinformację.
W artykule możemy przeczytać, że w ostatnich latach edukacja domowa coraz częściej nie jest świadomym wyborem, lecz sposobem na obejście systemu. Autor nie podaje jednak żadnych badań socjologicznych czy raportów, które mogłyby potwierdzić tę tezę. Pisząc o „szemranych grupkach” oraz „pozornie prowadzących edukację domową szkołach” nie podaje żadnych przykładów, nazw, źródeł ani skali zjawiska. W ten sposób buduje obraz całego środowiska edukujących domowo jako potencjalnie patologicznego, tworząc atmosferę podejrzeń wobec rodzin decydujących się na tą formę edukacji.
Krytyce zostały również poddane szkoły korzystające z edukacyjnych platform internetowych, które „wyręczają” rodziców. Tymczasem nowoczesne technologie są w edukacji domowej jedynie narzędziem wspierającym naukę (tak jak i w szkole stacjonarnej), a nie zastąpieniem rodzica, który bierze na siebie odpowiedzialność za edukację własnego dziecka. Nie można mówić także o prawdziwości określenia, że licealiści przechodzący na edukację domową „bardziej tracą, niż zyskują”, bez oparcia tego stwierdzenia o empiryczne uzasadnienie. Wielu uczniów decyduje się na tą formę nauki na etapie szkole średniej, by samodzielnie organizować przygotowanie do matury, pozbawione presji ze strony nauczycieli. Warto również podkreślić, że przytaczane przez autora przechodzenie na edukację domową w klasie maturalnej nie jest częstym zjawiskiem ze względu na wiek uczniów – zgodę na realizowanie obowiązku nauki poza szkołą można uzyskać jedynie przed ukończeniem 18 roku życia.
Co więcej, wiele postulatów autora dotyczących przeprowadzania egzaminów już dziś wynika z obowiązujących przepisów prawa, zwłaszcza z art. 44 ustawy Prawo oświatowe oraz odpowiednich rozporządzeń MEN. Krytykowane rzekome braki są już uregulowane. Absurdalne jest również stwierdzenie, że egzamin klasyfikacyjny jest wartościowy jedynie gdy „bada rzetelnie całość nabytej przez ucznia wiedzy z danego przedmiotu, a nie jedynie losowe fragmenty”. Idąc tokiem rozumowania autora egzaminy państwowe, takie jak egzamin ósmoklasisty czy maturalny, również nie spełniają kryterium rzetelności, ponieważ arkusz nie sprawdza każdego aspektu zawartego w podstawie programowej.
Propozycje autora aby wprowadzić sztywne terminy rozpoczęcia lub zakończenia edukacji domowej są sprzeczne z założeniami ustawy i praktyką – w wielu przypadkach edukacja domowa staje się alternatywą w nagłych sytuacjach zdrowotnych, emocjonalnych czy rodzinnych, dzięki której dziecko może kontynuować naukę w bezpiecznej atmosferze. Edukacja domowa jest prawem, a nie przywilejem na który można nanieść ograniczenia czasowe.
W artykule rozważaniu została również poddana kwestia szkół oraz ich lokalizacja. Autor uważa, że „jeśli jakaś szkoła ma rzeczywiście wspierać rodziców w ED, nie może być szkołą położoną dziesiątki czy setki kilometrów od miejsca zamieszkania rodziny”. Rodziny świadomie wybierają placówki, które najlepiej odpowiadają ich potrzebom, nawet jeśli oznacza to większy dystans do pokonania. Część szkół, wspierających uczniów w edukacji domowej od wielu lat, skupia uczniów z całej Polski, ponieważ rodzinom zależy na ich doświadczeniu i faktycznym poszanowania ich wyboru – nie oznacza to jednak, jak twierdzi autor, że placówki takie „fikcyjnie wspierają homeschooling, wykorzystując raczej jego szyld dla obchodzenia prawa”.
Zarzut, że środowiska edukacji domowej „nie podjęły na poważnie działań zmierzających do samooczyszczenia i działania na rzecz jakości” jest nie tylko niesprawiedliwy, ale i oparty na błędnym założeniu, że edukacja domowa podlega samokontroli. Środowisko nie jest bowiem strukturą organizacyjną ani instytucjonalną – stanowią je tysiące rodzin z całej Polski, nauczycieli, pracowników szkół. Nie posiada ono uprawnień kontrolnych ani nadzoru nad konkretnymi placówkami, niemożliwe jest więc „samooczyszczenie”. Na przestrzeni lat część placówek, obecnie określanych mianem szkół przyjaznych edukacji domowej, konsekwentnie pracowało na rzecz wysokich standardów. Do dziś opracowują przejrzyste zasady rekrutacji, przeprowadzania egzaminów czy standardy ochrony małoletnich regulaminy oraz dzielą się dobrymi praktykami z innymi. Niemniej jednak edukacja domowa to część systemu, nad którym pieczę pełni Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz kuratoria oświaty. To na nich spoczywa obowiązek egzekwowania prawa i reagowania na ewentualne nieprawidłowości.
Z całego artykułu możemy jednak zgodzić się z tezą, że szkoły publiczne są często nieprzygotowane do pracy z uczniami w edukacji domowej – pomimo legalności tej formy nauki od ponad 30 lat wiele placówek nie rozumie jej specyfiki, brakuje szkoleń dla dyrektorów i nauczycieli. Niepubliczne szkoły przyjazne edukacji domowej wypełniły więc lukę, jakiej nie potrafiły wypełnić szkoły rejonowe – oferując rodzinom wsparcie, elastyczność oraz zrozumienie.
Liczymy na przedstawienie stanowiska redakcji Dziennika Gazety Prawnej w tej sprawie oraz sprostowanie informacji zawartych w ww. artykule. Wierzymy, że wszyscy autorzy publikujący w serwisie o tak ugruntowanej pozycji powinni kierować się zasadami rzetelnego informowania opinii publicznej i etyki dziennikarskiej, a nie bazować swoje materiały na emocjach.