Jak wychować przedsiębiorcze dziecko?


Od kiedy dawać dziecku kieszonkowe? Czy w ogóle dawać? Jak wysokie? Kupować wszystkie zabawki, o które poprosi? Takie i podobne pytania codziennie zadaje sobie wiele rodziców.

Przedsiębiorczość to w dzisiejszych czasach bardzo ważna i przydatna cecha. Przydaje się w praktyce i to niezależnie od tego, co robimy w życiu. Jest to cecha charakteru lub zespół cech i zachowań właściwych przede wszystkim dla przedsiębiorców. Z tą cechą najlepiej się urodzić, ale można ją również z powodzeniem w sobie rozwijać. Najlepiej kształtować ją od najmłodszych lat, ponieważ pomoże dziecku zrozumieć wartość pieniądza, stać się samodzielnym i pewnym siebie oraz z sukcesem przejść przez życie.

Przedsiębiorczość to nie tylko umiejętność zarządzania swoimi pieniędzmi i umiejętność oszczędzania. To również łatwość dostrzegania potrzeb i doskonalenia pomysłów, kreatywność i innowacyjność, zdolność do wykorzystywania nadarzających się okazji, gotowość do podejmowania ryzyka, samodzielność, umiejętność przewidywania konsekwencji swoich działań oraz brania za nie odpowiedzialności.

Rozwijanie przedsiębiorczości u dzieci zaczyna się bardzo niepozornie, ponieważ rozpoczyna go możliwość podejmowania samodzielnych decyzji przez kilkulatków, np. w jakim ubraniu pójdzie do przedszkola lub szkoły, w co się będzie bawiło, na jakie zajęcia dodatkowe będzie uczęszczało, itd. Dzieci podejmują decyzje dużo wolniej niż dorośli, ale chcą i są w stanie to zrobić. Taki krok nie będzie łatwy dla rodziców. Będzie wymagał od nich pokładów cierpliwości oraz czasu. Rodzic musi liczyć się z tym, że dziecko może zdecydować ubrać w zimie ulubione krótkie spodenki, ale to również przestrzeń do nauki. Zamiast krzyczeć, lepiej wspólnie z dzieckiem przeanalizować jego decyzję, zastanowić się czy na pewno jest słuszna, podać argumenty i spróbować skłonić dziecko do zmiany decyzji. W sytuacji, gdy dziecko stworzy zadziwiającą stylizację, np. pomarańczowa bluzka do fioletowej spódnicy, pozwólmy na to. Dziecko będzie mogło sprawdzić jak się czuje w takiej stylizacji, dowie się co o jego stroju myślą inni. Oczywiście podejmowane przez dziecko decyzje nie mogą zagrażać jego życiu lub zdrowiu, a problemy które rodzice stawiają przed dzieckiem muszą być na miarę jego możliwości. Takie działania uświadamiają dziecku, że każda decyzja którą podejmuje niesie za sobą jakieś konsekwencje. Umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji, to bardzo ważna i przydatna cecha w późniejszym życiu.

Nie ma dobrej odpowiedzi na pytane: kiedy można dać dziecku kieszonkowe. Należy podejść do tej kwestii indywidualnie. Pretekstem do rozmowy o finansach, mogą być pierwsze pieniądze otrzymane w prezencie od członków rodziny. Warto wtedy wraz z dzieckiem zastanowić się jak można je wykorzystać. Może dziecko będzie miało jakiś pomysł? Podyskutujmy i znajdźmy najlepsze rozwiązanie.

Równie dobrą okazją do rozmowy o tym skąd się biorą pieniądze, jaką mają wartość, dlaczego ludzie chodzą do pracy będzie moment, w którym dziecko będzie upraszało się o kupno nowej zabawki. Pozyskaną wiedzę utrwalą różnego rodzaju zabawy w sklep i restaurację, czy samodzielne małe zakupy (podczas zakupów w sklepie, dziecko otrzymuje od rodzica niewielką kwotę za którą samodzielnie robi zakupy, np. kupuje cukierki. Nie można pominąć żadnego z etapów – lista zakupów, wybór produktów i odkładanie ich do osobnego koszyka, dokonanie płatności przy kasie). Resztę z zakupów można włożyć do wspólnie wykonanej skarbonki.

Dzieci w każdym wieku chcą towarzyszyć rodzicom w codziennych czynnościach. Podliczanie wydatków, płacenie rachunków, robienie zakupów, to dla dzieci świetny moment na naukę. Wyjaśnijmy dziecku czym są rachunki, dlaczego trzeba je płacić, skąd biorą się pieniądze na ich zapłatę. Przeplata się tutaj edukacja finansowa z ekologiczną (oszczędzanie wody, prądu, światła, segregacja śmieci).

Ze starszymi dziećmi można zacząć rozmawiać o wyznaczaniu sobie celów. Poprośmy dziecko, aby napisało lub narysowało kilka swoich największych pragnień. Następnie wspólnie z dzieckiem przeanalizujmy każde z nich i ustalamy hierarchię – co wniesie do jego życia, jakie kroki trzeba będzie wykonać, by osiągnąć cel, ile zajmie to czasu i wysiłku. W trakcie realizacji zamierzonych celów przez dziecko, starajmy się być dla niego wsparciem, udzielajmy rad, gdy zostaniemy o to poproszeni i trzymajmy kciuki.

Należy również rozwijać u dzieci kreatywność, która jest bardzo ważną częścią bycia przedsiębiorczym i innowacyjnym. Dzięki kreatywności dziecko lepiej będzie sobie radziło z wyzwaniami i problemami. Rozwijać ją można poprzez zadania plastyczne oraz zabawy twórcze (np. wymyślanie nowych zastosowań przedmiotów codziennego użytku – np. krzesło może być również szafą, łóżkiem dla kota, stołem; stworzenie z kilku przedmiotów czegoś nowego – linijka i magnes mogą stać się urządzeniem do zbierania śrubek z podłogi; tworzenie i zapisywanie w specjalnym zeszycie pomysłów na biznes).

Warto stwarzać dzieciom sytuacje do poznania wartości pieniądza. W momencie, gdy dzieci będą mogły zarobić swoje pieniądze (np. sprzedaż lemoniady, wyprzedaż garażowa, sprzedaż wykonanych przez dziecko kartek okolicznościowych, bransoletek, itp.) najlepiej zrozumieją wartość pieniądza i będą mogły rozwijać w sobie właściwe postawy (np. oszczędność). Będzie to bardzo wartościowe wydarzenie dla dziecka, ponieważ dzięki procesowi planowania i organizacji, wyceny oraz sprzedaży, posiądzie wiele przydatnych umiejętności. Zarobione pieniądze, będą doskonałym pretekstem, aby pokazać dziecku jak zarządzać posiadanym budżetem.

Rodzice powinni również nauczyć dzieci przegrywania, popełniania błędów oraz wyciągania wniosków z takich sytuacji. Zacząć można od bardzo lubianych przez dzieci gier planszowych. Każda przegrana to bardzo cenna lekcja. Krzyki, kary i groźby powinny zostać zastąpione analizą dlaczego coś się nie udało, co można było zrobić inaczej, nad czym trzeba popracować. Najważniejsze zdanie jakie powinno powtarzać sobie dziecko w przypadku porażki to „Nigdy się nie poddawaj”.

Starszemu dziecku (od 13 roku życia) można założyć konto w banku. Dzięki temu dowie się jak działa bank, karta płatnicza oraz jak „zachowują się” pieniądze zainwestowane. Dziecko nauczy się jak rozporządzać budżetem. Jest to bezpieczna opcja, ponieważ konta dla dzieci nie mogą mieć debetu, mogą być połączone z telefonem rodzica, który będzie czuwał nad wydatkami pociechy. Dziecko będzie w pewnym stopniu niezależne i z większą uwagą zadba o swoje wydatki.

Kształtowanie przedsiębiorczości u dzieci nie jest trudne czy skomplikowane, nie wymaga również dużych nakładów pracy. Przede wszystkim wymaga uważności rodziców i wykorzystywania nadarzających się każdego dnia okazji. Codzienne rozmowy i proste zabawy mogą ułatwić dziecku przejście przez edukację, a nawet zapewnić sukces późniejszym życiu.

 

Chcesz zgłębić temat? Przeczytaj również:

– „Pieniądze nie rosną na drzewach” Paul Mason

– „Ekonomia. To, o czym dorośli Ci nie mówią” Bogusław Janiszewski

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

 

Bibliografia:

  1. http://dziecisawazne.pl/edukacja-finansowa-dzieci-poprzez-zabawe/
  2. https://smartstart.pl/sylwia-wojciechowska-7-zabaw-rozwijajacych-przedsiebiorczosc-u-dzieci/
  3. https://www.babyboom.pl/porady/pieniadze/czym_skorupka_za_mlodu_nasiaknie_uczymy_dzieci_przedsiebiorczosci.html

Jak nauczyć dziecko i siebie wyrażać złość?


Złość jest uczuciem – ani dobrym, ani złym, po prostu jest i to jest naturalne. Zwykle łączy się z innymi trudnymi emocjami, takimi jak lęk, wstyd, zazdrość, poczucie winy, może też być spowodowana niezaspokojoną potrzebą. Złość należy do uczuć trudnych w przeżywaniu, jest nieprzyjemna i męcząca, ale jednocześnie jest ogromną energią, której nie musimy wyrzucać czy tłumić, a możemy czerpać z niej siłę i sprawczość. W życiu każdego człowieka – dorosłego i dziecka – przychodzi taki moment, w którym musi zmierzyć się z tematem gniewu. Co więcej, właśnie w relacji pomiędzy rodzicami, a dziećmi często dochodzi do spiętrzenia emocji i wybuchów złości.

Duzi i mali członkowie rodziny, którzy się złoszczą nie zawsze są w stanie zapanować nad tak silną emocją. Zwłaszcza dzieciom sprawia to dużą trudność – mogą pojawić się krzyk, płacz, rzucanie się na podłogę, bicie i kopanie, niszczenie rzeczy, przykre słowa. Cierpią na tym wszyscy – osoba, która doświadcza trudnych emocji oraz jej bliscy. Ważne jest, aby nauczyć się konstruktywnie przeżywać gniew, ponieważ tłumiona w sobie może wyrządzić wiele krzywdy. Jak rodzic może pomóc sobie w przeżywaniu złości? Jak może wesprzeć dziecko?

 

Złość rodzica

Powodów do złości jest wiele. Gniew przede wszystkim mówi, że granice zostały przekroczone, może mówić o zmęczeniu, nadmiernym stresie, niezaspokojonych potrzebach. Jeśli rodzic nie potrafi się zatrzymać, przyjrzeć się temu, co przeżywa i zadbać o siebie, swoją złość odreaguje na bliskich, w tym na dzieciach. Jednym z głównych źródeł złości jest lęk przed niezaspokojeniem swoich potrzeb. Trzeba być czujnym i w miarę możliwości nie dopuścić, aby emocje sięgnęły zenitu, co spowoduje wybuch. Jeśli zaczynamy czuć narastającą złość na dziecko, warto oddalić się na moment, wziąć kilka głębokich wdechów, zastanowić się na jakie potrzeby nie dostajemy odpowiedzi i czego potrzebujemy, aby je zaspokoić.

Przykład: Dziecko podchodzi do rodzica i prosi o wspólną zabawę. Rodzic jest zmęczony po powrocie z pracy i potrzebuje odpoczynku, chwili ciszy, spokoju i czasu dla siebie. Jeśli rodzic zbagatelizuje swoją potrzebę odpoczynku i pobawi się z dzieckiem, to narastająca złość prędzej czy później da o sobie znać i wybuchnie w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy jednak rodzic odpowiednio wcześnie uświadomi sobie lęk przed brakiem odpoczynku i potraktuje go poważnie, wtedy będzie mu łatwiej znaleźć wyjście z sytuacji. Rozwiązań najlepiej szukać wspólnie, aby wszyscy czuli się ważni, a ich potrzeby wzięte pod uwagę. Rodzic może powiedzieć dziecku o swojej potrzebie odpoczynku, ono zrozumie i pobawią się później. Dziecko może też wybuchnąć płaczem, ale wypowiedziana przez rodzica potrzeba wystarczy, by pogodzić wspólną zabawę (przeczytanie książeczki, partyjka w grę) oraz odpoczynek.

Drugim źródłem złości jest lęk przed jej okazywaniem. Nie chcemy zdradzać się z naszą złością, ponieważ boimy się skrzywdzenia drugiej osoby, obawiamy się konfliktu i nieprzyjemnej atmosfery, często myślimy, że nie wypada, że nie można gniewać się na małe dziecko – wszystko to sprawia, że wolimy udawać, że nie czujemy złości. Odczuwanie gniewu na innych ludzi, to rzecz zupełnie normalna. Złość jako uczucie nie robi nikomu krzywdy, a konstruktywnie przeżywana może przyczynić się do wzmocnienia relacji.

Przykład: Dziecko podchodzi do rodzica i prosi o wspólną zabawę. Rodzic jest zmęczony po powrocie z pracy i potrzebuje odpoczynku, chwili ciszy, spokoju i czasu dla siebie. Rodzic powie dziecku: „Czuję złość, kiedy prosisz mnie o zabawę w momencie, gdy akurat potrzebuję odpocząć”, dziecko wybuchnie płaczem, rodzic może zareagować: „Widzę, że jest ci smutno i przeżywasz frustrację z powodu mojej odmowy”. Jeśli nasze napięcie wzrośnie, można dodać: „Wiesz, kiedy tak głośno płaczesz, ja też przeżywam frustrację. Tak bardzo chcę odpocząć, a twój krzyk nie pozwala mi na to, ale bardzo chcę spróbować znaleźć jakieś dobre rozwiązanie dla ciebie i dla mnie”. Bywa, że i to nie pomoże. Gniew, który przeżywa dziecko, bierze górę i dziecko nas kopie. Wtedy możemy powiedzieć stanowczo i twardo: „Czuję wściekłość, kiedy mnie kopiesz! Sprawia mi to ból i przykrość!”. Niestety nie wiemy, czy to pomoże. Rozwiązanie konfliktu zależy tylko w połowie od nas samych.

 

Złość dziecka

Ataki złości małego dziecka często wiążą się z niedojrzałością jego umysłu. Dzieci nie posiadają jeszcze wystarczająco dużej wiedzy o świecie, emocjach i sposobach konstruktywnego radzenia sobie z nimi. Dziecko, tak samo jak my, ma prawo do przeżywania złości, ale my nie musimy zgadzać się na sposób w jaki je przeżywa. Przede wszystkim dzieci uczą się przez obserwację i naśladownictwo dorosłych, więc duże znaczenie ma sposób przeżywania emocji przez rodziców. Dobrze jest odpowiednio wcześnie zauważyć zbliżający się wybuch. Jest wiele sygnałów płynących z ciała świadczących o złości dziecka: zmarszczone czoło, srogie spojrzenie, zmrużone oczy, blade lub czerwone policzki, zaciśnięte wargi lub zęby, przyspieszony oddech, podniesiony głos, wzmożone napięcie mięśni, dłonie zaciśnięte w pięść.

 

Jak pomóc dziecku wyrażać złość:

  • Domagaj się, aby dziecko próbowało mówić o tym co czuje. Często maluchy reagują agresją fizyczną, ponieważ nie potrafią wyrazić słowami swojej złości. Możemy modelować takie wypowiedzi dziecka, odzwierciedlając jego emocje słowami: „Rozumiem, że jesteś zły. Złościsz się, bo nie chcę Ci kupić tej zabawki. Nie bij, możesz mi o tym powiedzieć”;
  • Pomóż dziecku się zatrzymać, zachęć do wzięcia kilku głębokich wdechów i wydechów lub policzenia do 20, czasami wystarczy że opuścisz pomieszczenie na kilka minut;
  • Mów dziecku o własnych uczuciach, np.: „Jestem zły, ponieważ…” albo: „Boję się gdyż…”. Dzięki temu dziecko zrozumie, że należy rozmawiać o uczuciach i o tym, co je powoduje;
  • Gdy dziecko ochłonie po ataku złości, porozmawiaj z nim o tym, co się z nim działo.
  • Wyjaśniaj, jak poprzez pewne zachowania można skrzywdzić drugiego człowieka. Opisz czego nie wolno robić, jakie ma to skutki;
  • Rozmawiaj z dzieckiem na temat złości, sytuacji które ją wzbudzają i sposobach na poradzenie sobie z nią, np.: „Co możesz zrobić, kiedy ogarnie cię złość?”, „Czy jest jakieś miejsce, w którym często ogarniają cię nieprzyjemne uczucia?”;
  • Całą rodziną możecie bawić się w różne zabawy, które pomogą oswoić złość: „Kiedy jestem zły” (każdy uczestnik pokazuje co robi, gdy jest zły), „Kalambury” (jeden z uczestników losuje kartonik z emocją, następnie ją odgrywa, a reszta uczestników próbuje ją odgadnąć), „Wyraź to” (uczestnik losuje kartonik z emocją, wyraża dane uczucie w sposób akceptowany i nieakceptowany, pozostali uczestnicy omawiają i oceniają poprawność);
  • Zaproponuj dziecku namalowanie uczucia, które je ogarnia, gdy traci nad sobą panowanie. Zachęć je, aby w trakcie pracy opowiadało o tym co przeżywa;
  • Narysuj wspólnie z dzieckiem różne zachowania ludzi, gdy czują złość (każde na oddzielnej kartce), np. skaczą, krzyczą, niszczą rzeczy, biegają, mówią o tym, jeżdżą na rowerze. Im więcej pomysłów wymyślicie, tym lepiej. Następnie podzielcie z dzieckiem rysunki, na te przedstawiające sposoby, które kogoś krzywdzą i sprawiają oraz na te, które tego nie czynią;
  • Pozwól dziecku na napady złości, ale niech próbuje je okazywać w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu. Stwórz w mieszkaniu miejsce, tzw. „kącik złości”, w którym dziecko będzie mogło wyładować swoją złość. Możesz umieścić tam gazety do pogniecenia lub podarcia, plastelinę do ugniatania, poduszkę, którą może uderzyć, folię bąbelkową, gniotka. Za każdym razem, gdy czujesz że zbliża się napad złości, zaprowadź dziecka do kącika;
  • Dostrzegaj i doceniaj starania dziecka za każdym razem, gdy uda mu się w konstruktywny sposób poradzić ze złością;
  • Czytaj dziecku bajki terapeutyczne, których bohaterami są postacie zmagające się z uczuciem złości i znajdujące sposoby na radzenie sobie z nią. Możesz również samodzielnie opowiadać historyjki, w których brakuje zakończenia – dziecko ma wtedy szansę samodzielnego wymyślenia, jak bohater bajki sobie poradził, nie krzywdząc nikogo.

 

Dodatkowo w trakcie wybuchu, rodzic powinien wspierać dziecko, ale w taki sposób, by nie dokładać bodźców. Może to zrobić poprzez ściszenie głosu, wolne mówienie, unikanie kontaktu wzrokowego z dzieckiem, unikanie dotyku (chyba, że dziecko samo się go domaga), wyjście na moment z pomieszczenia. W miarę możliwości, rodzic powinien przypominać i zachęcać dziecko do zastosowania znanych schematów radzenia sobie. W sytuacji, w której dziecko chciałoby się wyładować stosując przemoc fizyczną, należy zastosować tzw. siłę ochronną, czyli zatrzymanie ręki, która chce uderzyć, zatrzymanie nogi, która chce kopnąć lub złapanie i przytrzymanie dziecka, które zagraża sobie lub innym.

 

Zachęcamy do lektury książek: „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko”, autorstwa Kim Paleg, Patrick Fanning, Matthew McKay, Dana Landis oraz „Kiedy złość rani. Jak uciszyć wewnętrzne burze?”, autorstwa Mathew McKay, Judith McKay, Peter D.Rogers.

Dla dzieci polecamy: „Po co się złościć?” Elżbieta Zubrzycka, „Smok Lubomił i tajemnice złości” Wojciech Kołyszko, „Jestem wściekły! Jak pokonać złość” Dagmar Geisler, „Wielka złość małego zajączka” Monika Filipina, „Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości” Ulf Stark i Charlotte Ramel.

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

 

Bibliografia:

  1. http://dziecisawazne.pl/zlosc-krzyk-wyrzuty-sumienia-zatrzymac-proces/
  2. http://dziecisawazne.pl/dlaczego-warto-zrozumiec-zlosc/
  3. http://dziecisawazne.pl/nauczyc-dzieci-przezywac-zlosc/
  4. http://www.przedszkolegronkow.pl/index.php?id=111
  5. https://www.dziecirosna.pl/przedszkolak/zabawy/zabawy_ktore_ucza_dzieci_panowania_nad_gniewem.html

Porozumienie Bez Przemocy – o języku serca.


Zdarzają się takie dni, że wszystko idzie źle. Rodzice są nerwowi, dzieci markotne, a najprostsze czynności są powodem sprzeczek. Czyjeś potrzeby są niezaspokojone. O ile dorośli potrafią opanować swoje emocje i otwarcie o nich mówić, tak dzieci nie posiadają jeszcze takiej umiejętności. Dzieci, które potrzebują zrozumienia, wsparcia i akceptacji dla siebie i swoich emocji, często wyrażają to w trudny do zaakceptowania przez otoczenie sposób. To trudne doświadczenie dla wszystkich domowników. Jak w takich momentach się porozumieć? Jak zadbać o siebie i o dzieci? Rozwiązaniem może być Porozumienie Bez Przemocy, w którym kluczowe jest uważne słuchanie siebie nawzajem oraz świadomość uczuć i potrzeb.

Porozumienie Bez Przemocy, z angielskiego Nonviolent Communication (NVC), czyli porozumienie współczujące. Jest to metoda nieprzemocowej komunikacji, opartej na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, byciu widzianym. Głównymi zasadami NVC jest jasna świadomość własnych uczuć i potrzeb, empatia dla uczuć i potrzeb innych ludzi, jasne wyrażanie swoich potrzeb w postaci próśb oraz rezygnacja z żądań, oskarżeń, krytyki, wydawania ocen i innych form przemocy werbalnej.

Twórcą Porozumienia Bez Przemocy jest Marshall Rosenberg. Urodził się w 1934 roku, a zmarł w 2015. Wychowywał się na przedmieściach Detroit. Był świadkiem zamieszek na tle rasowym, sam też doświadczył przemocy ze względu na pochodzenie (był synem rosyjskich emigrantów żydowskiego pochodzenia). Jego dzieciństwo ukierunkowało go w wyborze drogi zawodowej. Był psychologiem klinicznym, negocjatorem, mediatorem, nauczycielem. Ze swoją metodą komunikacji zawędrował do więzień, a nawet w rejony konfliktów zbrojnych. Był ojcem czwórki dzieci. Wierzył w zmianę społeczną, której sam był częścią.

Symbolami Porozumienia Bez Przemocy są żyrafa i szakal. Język żyrafy, nazywany językiem serca lub językiem współczującym, to język uczuć i potrzeb. Żyrafa mówi o sobie i o tym co czuje. W czasie rozmowy nastawia się na słuchanie drugiego i bycie przez niego usłyszanym Potrafi dotrzeć do swoich i cudzych potrzeb, zarówno tych zaspokojonych, jak i niezaspokojonych. Żyrafa wyraża siebie jasno i szczerze. Mówi „nie”, kiedy myśli „nie”. Mówi „tak”, kiedy myśli „tak”. Odnosi się z szacunkiem i empatią do drugiego człowieka.

Język szakala przepełniony jest oceną, krytyką, porównywaniem, analizowaniem. Szakal w czasie rozmowy posługuje się etykietami („dzieci i ryby głosu nie mają”), stereotypami („kobiety są fatalnymi szefami, bo kierują się emocjami”), uogólnieniami („mężczyźni już tak mają”). Straszy karami („jeśli dostaniesz jedynkę, nie pójdziesz do koleżanki na noc”) lub kusi nagrodami („jeśli zjesz cały obiad, dostaniesz ciastko”). Szakal oczekuje, że inni spełnią jego żądania. Jeśli tak się nie dzieje, powstaje konflikt. „Musisz”, „powinieneś”, „to twój obowiązek” – to najczęstsze hasła szakala.

Podczas konfliktu w rodzinie (i nie tylko), jedna ze stron (rodzic) powinna się zatrzymać. Należy najpierw zadbać o siebie, przyjrzeć się swoim emocjom i potrzebom, odnaleźć w sobie otwartość, cierpliwość oraz ciekawość przeżyć dziecka. W tym celu pomocny będzie model 4 kroków, narzędzie które sprzyja nauce nowego sposobu porozumiewania się i ułatwia nawiązanie kontaktu. Dzięki nim możemy krótko i jasno przekazać to, co jest dla nas ważne.

  1. obserwacja pozbawiona moralnego osądu, obserwacja faktów (krok 1) – na obserwację składa się wszystko to, co daje się zarejestrować przy pomocy kamery wideo. Wszystko inne natomiast jest wartościującym osądem. Obserwacja nie dopuszcza używania sformułowań typu: zawsze, nigdy, wszyscy, itp.;
  2. uczucia (krok 2) – nie są pozytywne, ani negatywne, po prostu są. Uczucia nie istnieją same z siebie, są zasłoną dla głębiej skrywanych potrzeb;
  3. potrzeby (krok 3)– są uniwersalne i  jednakowe dla wszystkich (potrzeba szacunku, akceptacji, pomocy, itd.). Świadomość istnienia potrzeb skłania nas do tworzenia strategii, która umożliwi całościowe ich zaspokojenie;
  4. prośba (krok 4) – to konkretne działanie, wykonalne w czasie i przestrzeni. Wyrażając prośbę warto robić to w formie twierdzącej. Lepiej jest wyrażać to czego chcemy, niż tego, czego nie chcemy. Prośby powinny być możliwe do zrealizowania w konkretnym czasie i przestrzeni.

Po przyjrzeniu się swoim emocjom, należy pomóc dziecku przejść przez te 4 kroki, by pomóc mu wyrazić to, co czuje i czego potrzebuje. Pomocny będzie schemat pytania, który stosowaliśmy wcześniej w stosunku do siebie: „Czy czujesz…, bo potrzebujesz…?”. Próbując dowiedzieć się jakie potrzeby stoją za emocjami drugiego człowieka, łatwiej będzie zareagować ze współczuciem (empatią)., można również parafrazować wprost („słyszę, że jesteś zła”), w formie pytań, które mogą dotyczyć zarówno spostrzeżeń („czy jesteś zła, ponieważ się pokłóciliście?”), uczuć („złościsz się, gdy cię tak traktuje?”) oraz próśb („chciałbyś, żeby traktował cię z większym szacunkiem?”).

Przykład 1:
(1) Kiedy widzę, że bijesz brata, (2) to czuję się zaniepokojona, (3) bo potrzebuję wiedzieć, że Ty i brat jesteście bezpieczni. (4) Chciałabym, abyście przestali się bić.

Przykład 2:
(1) Kiedy słyszę Twoje „nie”, (2) czy to znaczy, że jesteś zła (3) i czy chciałabyś mi w ten sposób powiedzieć, że sama zdecydujesz z czym zjesz kanapkę?

Przykład 3:
(1) Kiedy widzę jak skaczesz po łóżku, (2) to czuję strach, że spadniesz. (4) Może poskaczesz po materacu?

Przykład 4:
(2) Było mi przykro, (1) gdy powiedziałeś mi, że mnie nienawidzisz. (3) Czy w ten sposób chciałeś mi powiedzieć, że bardzo zależy Ci na kupnie tego nowego samochodu?

Przykład 5:
(2) Bardzo się bałam, (1) gdy godzina Twojego powrotu już minęła, a Ty nie odbierałaś telefonu. (3) Dotrzymywanie umów jest dla mnie ważne. (4) Czy możesz mi powiedzieć co się stało?

Przykład 6:
Boję się, że się spóźnimy, dlatego ubierzmy się szybko, bo musimy wychodzić. ZAMIAST Pospiesz się, dlaczego zawsze musisz się guzdrać!

Przykład 7:
Pochowajmy zabawki do pudełek, a potem pójdziemy na dwór. ZAMIAST Nigdzie nie wyjdziemy, jeśli nie posprzątasz tego bałaganu w pokoju!

 

W NVC nie stosuje się kar i nagród. Są to formy wycofania miłości i aprobaty w celu zdobycia posłuszeństwa. Kary i nagrody nie są potrzebne, jeśli ludzie widzą, jak wysiłki przyczyniają się do ich dobra i przynoszą pożytek innym. Można za to stosować pochwały. W świetle zasad Porozumienia bez przemocy wyróżnia się trzy elementy, które powinna uwzględniać pochwała:

  1. uczynek, który  wyszedł nam na dobre;
  2. nasze konkretne potrzeby, które zostały dzięki temu zaspokojone;
  3. miłe uczucie, wywołane zaspokojeniem tych potrzeb.”

Przykład:
Jestem Ci wdzięczna (3), że zabrałeś po południu dzieci do parku (1), bo potrzebowałam ciszy i odpoczynku (2)

 

Dialog Porozumienia bez przemocy możemy stosować w każdej sytuacji, również w przedszkolu i szkole. Stosowanie tej metody będzie wymagało od nauczyciela czasu, indywidualnego podejścia oraz otwartości i cierpliwości. Warto to zrobić, ponieważ umiejętność bezprzemocowej komunikacji procentuje w przyszłości.

W szkole opartej na PbP:

  • nauczyciele i uczniowie są partnerami,
  • nauczyciele i uczniowie posługują się językiem uczuć i potrzeb,
  • nauczyciele i uczniowie podejmują działania, które zaspokajają potrzeby własne i innych,
  • rywalizację i współzawodnictwo zastąpiono współpracą i troską o siebie nawzajem,
  • jedyną siłą w szkole jest siła ochronna
  • oceny cząstkowe są zastąpione tzw. ocenianiem kształtującym, które mówi, jaką wiedzę i jakie umiejętności uczniowie już posiadają.

 

W celu bliższego poznania NVC, czyli Porozumienia Bez Przemocy, zachęcam do zapoznania się z książkami Marshalla Rosenberga, np. „W świecie porozumienia bez przemocy”.

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

 

Bibliografia:

  1. Rosenberg Marshall, W świecie Porozumienia bez Przemocy
  2. Rosenberg Marshall, Rozwiązywanie konfliktów poprzez Porozumienie bez Przemocy
  3. http://dziecisawazne.pl/porozumienie-bez-przemocy-2/
  4. http://strefapbp.pl/
  5. http://dziecisawazne.pl/zycie-na-rzecz-porozumienia-i-pokoju-marshall-b-rosenberg/
  6. http://www.egodziecka.pl/Jezyk-zyrafy-czyli-porozumienie-bez-przemocy.html

Klocki Lego nie tylko do zabawy!


Wszyscy dobrze wiemy, że dzieci uwielbiają konstruować. Idealnie sprawdzają się do tego różnego rodzaju klocki, a zwłaszcza znane i lubiane przez dużych i małych – klocki Lego. Wymyślone przez Duńczyków w 1949 roku ponadczasowe, niepozorne cegiełki podbiły cały świat i serca kilku już pokoleń. Dziś do wyboru mamy przynajmniej kilkadziesiąt ich wersji. Zaczynając od najprostszych zestawów Lego Duplo dla maluchów, po skomplikowane i dające się programować Lego Mindtorms NXT. Wszystkie, niezależnie od poziomu zaawansowania technologicznego, służą jednemu – nauce i zabawie, dlatego tak chętnie kupujemy je dla naszych dzieci (oraz siebie).

Zalety klocków Lego: szeroki rozwój dziecka (twórczość, kreatywność, umiejętność korzystania z instrukcji, myślenie, wyobraźnia, spostrzegawczość, zdolności manualne, dokładność, cierpliwość), szerokie zastosowanie (nauka przez zabawę), zabawa międzypokoleniowa, wysoka jakoś wykonania, duża wytrzymałość, spory przedział wiekowy użytkowników, możliwość dopasowania do płci i zainteresowań, możliwość tworzenia fabuły oraz brak nudy.

Klocki Lego stanowią uniwersalne narzędzie, z którego z powodzeniem skorzysta zarówno nauczyciel, jak i rodzic. Chcesz w nietypowy sposób wykorzystać Klocki Lego w swoim domu oraz poćwiczyć z dzieckiem różne umiejętności? Przedstawiamy kilka zabaw z wykorzystaniem tych małych cegiełek:

Odwzorowywanie kształtów – jedna osoba odrysowuje kształt na papierze lub buduje figurę z klocków, a druga osoba stara się ją jak najdokładniej odwzorować. Warto wykonywać to zadanie na zmianę – raz dorosły, raz dziecko – by każdy mógł spróbować swoich sił w roli odtwórcy oraz kreatora. To doskonałe ćwiczenie spostrzegawczości przez budowanie według instrukcji lub odwzorowywaniu schematu.

Budowanie wieży – dzieci uwielbiają budować różnego rodzaju wieże. Możemy zaproponować młodemu konstruktorowi zbudowanie wieży tak wysokiej jak ono samo, albo i wyższej. Dziecko będzie musiało przemyśleć w jaki sposób stworzyć konstrukcję, by się nie zawaliła.

Sortowanie – doskonała zabawa dla dzieci, które uczą się rozpoznawać i nazywać kolory. Wystarczy przygotować kilka kolorowych kartek (można również wykorzystać kolorowe talerze, woreczki lub chustę animacyjną). Zadaniem dziecka będzie podział klocków według kolorów. Dziecko może również dzielić klocki ze względu na ich kształt.

Układanie liter i cyfr – rodzic układa z klocków (na płasko lub przestrzenie) wybraną literę lub cyfrę, nazywa ją, a następnie prosi dziecko o to samo. Gdy dziecko już lepiej pozna cyfry i litery, zadanie można utrudnić – rodzic wymienia jakąś literę, a dziecko buduje ją z klocków.

Liczenie – z pomocą Lego bardzo łatwo nauczyć dziecko podstaw matematyki: liczenia, dodawania i odejmowania. Można liczyć klocki w zbiorze, obserwować co się wydarzy gdy dosuniemy lub odsuniemy jeden klocek, układać wieże o podanej wysokości, itp.

Ułamki – na klockach dzieci bardzo szybko zrozumieją ułamki. Wystarczy dokładnie wytłumaczyć i pokazać dziecku podział, wykonać kilka ćwiczeń na różnych przykładach, a ułamki z całą pewnością nie będą stresowały przyszłego ucznia.

Tabliczka mnożenia – jeśli chcemy nauczyć dziecko tabliczki mnożenia lub nasza pociecha ma z nią trudności, z pomocą klocków Lego szybko sobie z nią poradzi. W Internecie można znaleźć kilka pomysłów na przełożenie mnożenia na klocki, jednak najważniejsze jest, aby sposób był jasny dla dziecka.

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

Mateusz, Asperger i edukacja domowa. Wywiad z Urszulą Jaskułą.


Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem przeprowadzonym z Panią Ulą Jaskułą. Mamą dwójki dzieci: Martyny (9 lat) oraz Mateusza z Zespołem Aspergera (12 lat) uczących się w trybie nauczania domowego. Pani Ula prowadzi facebookowy blog „Mateusz, Asperger i Edukacja Domowa”, na którym można znaleźć dokumentację z codziennych przygód, zdjęcia z wycieczek oraz wiele wskazówek dotyczących metod nauczania.

 

Dlaczego zdecydowali się Państwo na rozpoczęcie nauki w trybie nauczania domowego ze swoimi dziećmi?

Na rozpoczęcie edukacji domowej ostatecznie zdecydowaliśmy się gdy syn był na początku 4 klasy i jednocześnie w trakcie diagnozy pod kątem Zespołu Aspergera (ZA). Główną przyczyną było złe funkcjonowanie syna w szkole, a wręcz pogarszający się jego stan. Syn był pod obserwacją specjalistów i jednocześnie przebiegała diagnoza. Fakt ten został zgłoszony w szkole, jednak w dalszym ciągu traktowano nas jak rodziców źle wychowanego dziecka. Wciąż słyszeliśmy, że nasz syn jest zły, że nie potrafi się zachować, że nie patrzy w oczy, gdy się do niego mówi, że reaguje krzykiem, gdy ktoś go dotknie, że jest agresywny. Zupełnie nie brano pod uwagę, że jest w trakcie diagnozy i że wszystko wskazuje na ZA. Syn był w szkole traktowany jak dziecko bez zaburzenia, a pod naszym adresem padały coraz to poważniejsze oskarżenia. Doszło do tego, że syn odmówił chodzenia do szkoły, gdyż został źle potraktowany przez dwie nauczycielki, jednej z nich wręcz się bał.  Przyznam, że w akcie desperacji postanowiliśmy zabrać nasze dziecko ze szkoły, gdyż temat edukacji domowej nie był nam zupełnie obcy i zastanawialiśmy się nad tym od jakiegoś czasu.

To była ryzykowna decyzja, ale na tamtą chwilę chyba jedyna słuszna, a dziś – z perspektywy czasu – wiem, że najlepsza. Z czasem zdecydowaliśmy się też zabrać ze szkoły córkę i na dzień dzisiejszy zarówno 12-letni syn Mateusz, jak i 9-letnia córka Martyna, uczą się w domu. W przypadku syna główną przyczyną zabrania ze szkoły był brak rzeczywistego i partnerskiego kontaktu ze szkołą, a wręcz ataki w stronę naszej rodziny. U córki nie mieliśmy żadnego powodu – miała świetną nauczycielkę, dobrze funkcjonowała i radziła sobie w szkole. My jednak wiedzieliśmy, że do naszego projektu brakuje jeszcze jednej osoby, właśnie jej. Córka była przeszczęśliwa, że dołączyła do ED.

Proszę w skrócie opisać czym jest zespół Aspergera?

Zespół Aspergera (ZA) jest potocznie określany jako łagodna odmiana autyzmu (spektrum autyzmu). Rzeczywiście jest to zaburzenie rozwojowe ze spektrum autyzmu i zalicza się do kategorii całościowych zaburzeń rozwoju. Dzieci z ZA mają kłopot z nawiązywaniem relacji, nie szukają kontaktu z drugim człowiekiem. Nawet jak uda im się nawiązać jakiś kontakt, to nie potrafią go podtrzymać. W naszym przypadku w parze z ZA idą niestety zaburzenia lękowe, powstałe głównie w szkole z powodu braku akceptacji. To oczywiście tak w skrócie 🙂

W jaki sposób edukacja domowa ułatwia Państwu codzienne życie?

Oj, ułatwia i to bardzo! Chociaż wielu się dziwi i często słyszę: „Oj ty biedna, życia swojego nie masz…”. Wtedy się śmieję, bo właśnie teraz odżyłam, naprawdę. Kiedy dzieci chodziły do szkoły, to w przypadku syna co najmniej 2 – 3 razy w tygodniu byłam wzywana do szkoły w celu wyjaśnień jego zachowania. We wcześniejszych latach (klasy 1-3), wzywano mnie, by zabrać syna do domu w trakcie zajęć lub uczestniczyć w nich, po to by się wyciszył, uspokoił itp. Całe nasze życie podporządkowane było pod Mateusza i szkołę, bo w każdej chwili mogli zadzwonić i prosić o zabranie ze szkoły. Teraz już nie muszę biegać do szkoły. Odpadają zebrania, usprawiedliwianie nieobecności, podpisywanie uwag syna za to, że np. się odwrócił, albo napił się w trakcie lekcji, bo bardzo chciało mu się pić, i podobne absurdy. W przypadku syna praktycznie codziennie musieliśmy odrabiać lekcje. Właściwie, to najpierw je nadrobić, ponieważ Mateusz wiele z danej lekcji w szkole nie wynosił (zazwyczaj był skupiony na czymś innym lub był tak zestresowany). I to spadało na mnie – w domu musiałam nadrabiać z nim cały materiał oraz odrobić zadanie domowe. To zajmowało ok. 3 godziny dziennie, a czasem nawet więcej. Nie wspomnę o psychicznym uspokajaniu, gdy dzieci dokuczały, wyzywały, a nawet biły. Teraz nauka zajmuje nam ok. 1 h dziennie pracy wspólnej, plus praca samodzielna. Widać różnicę. Gdy ktoś mnie pyta, czy mam własne życie zajmując się edukacją domową, odpowiadam, że właśnie teraz odżyłam pełną piersią i wiem, że żyję, mimo iż na moich barkach spoczywa odpowiedzialność nauki własnych dzieci. W przypadku córki jest inaczej – nie ma żadnego zaburzenia, funkcjonuje prawidłowo, jest bardzo zmotywowana i chętna do nauki, ale i tak jak analizowałam czas poświęcony na pomoc przy odrabianiu lekcji, a naukę w ED, to bilans wychodzi korzystniej na rzecz edukacji domowej. Ułatwieniem jest też to, że w każdej chwili możemy zrobić sobie wakacje, przerwę, ferie, wyjechać.

Jakie Państwa zdaniem są najważniejsze zalety edukacji domowej?

Największą zaletą jest przede wszystkim elastyczność. Elastyczność w działaniu, w dobieraniu metod, form, podręczników, elastyczność w myśleniu. Sami dobieramy sobie materiały, czas nauki, pomoce dydaktyczne.

Kolejną zaletą jest indywidualność. Prawdopodobnie żadna inna forma kształcenia nie ma w sobie tyle indywidualności, co edukacja domowa. W nauczaniu tradycyjnym istniał tylko piękny zapis w podstawie programowej o indywidualnym podejściu, a w rzeczywistości nauczyciel nie miał ani czasu, ani możliwości na tego typu działania. Nie było więc mowy o żadnej indywidualności. W ED widzę, kiedy coś dzieciom nie leży i trzeba będzie poświęci na to więcej czasu,  kiedy coś jeszcze raz powtórzyć, albo kiedy temat zachwycił i będzie można go rozszerzyć. Jest więc czas na zatrzymanie się, na przyspieszenie, na zrobienie sobie przerwy w każdym momencie. I to jest niesamowita zaleta.

Czas na rozwijanie pasji – to kolejna zaleta. Dzieci mają swoje pasje sportowe, syn jest pasjonatem i wielbicielem piłki nożnej. A jak Aspergerowiec coś uwielbia to całym sobą. Również warsztaty plastyczne, judo, pisanie opowieści, itp. Gdy dzieci chodziły do szkoły, były tak zmęczone, że na niewiele miały ochotę. Teraz możemy przebierać w czym chcemy i gdzie chcemy.

Prawidłowa socjalizacja. To kolejny plus dla ED. Gdy Mateusz chodził do szkoły, niestety ta socjalizacja nie przebiegała prawidłowo i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Wbrew powszechnej opinii, w naszym wypadku ED sprzyja intensywnemu rozwojowi Mateusza. Wcześniej nie wychodził do kolegów (a jeśli to robił, to bardzo rzadko), zobaczyć go na osiedlu bawiącego się w spontaniczną zabawę graniczyło z cudem. Kiedyś przyszła do mnie koleżanka, totalnie zaskoczona, że widziała Matiego na boisku grającego w piłkę. Nie chciała za bardzo wierzyć, bo dobrze nas zna i wcześniej raczej nierealne było, aby sam z kolegami wyszedł grać. Jakież było jej zdziwienie, kiedy uświadomiłam ją, że to faktycznie był ON. Jeszcze daleko nam do samodzielnego zawierania znajomości, spontanicznych zabaw, ale i tak w przeciągu kilku miesięcy zrobił ogromny postęp.

Więź rodzicielska. Fantastyczna, kolejna zaleta edukacji domowej. ED niesamowicie sprzyja tworzeniu, bądź przywracaniu bliskich relacji w rodzinie. Zarówno między rodzicem, a dzieckiem, jak i rodzeństwem. Nigdy nie miałam tak dobrego kontaktu z dziećmi jak teraz.

Edukacja domowa sprzyja ciągłemu podejmowaniu refleksji na temat wychowania, stylu życia, potrzeb rodziny. Nigdy nie miałam czasu prowadzić takich autorefleksji. Teraz czy chcesz czy nie, nagle samemu dochodzisz do wniosków, dokonujesz pewnych analiz, widzisz stare błędy, wyciągasz z nich konstruktywne wnioski i idziesz dalej. Wcześniej nie miałam na to czasu, nie widziałam, że moje dziecko ma inne potrzeby.

To kilka najważniejszych wg mnie zalet edukacji domowej. W rzeczywistości jest ich jeszcze więcej! Chociażby taki banał, że odkąd dzieci nie chodzą do szkoły, w końcu wszyscy się wysypiamy 🙂 Na temat zalet mogłabym pisać naprawdę długo, nie chciałabym jednak zanudzać.

Jakich Państwa oraz Państwa dzieci potrzeb nie zaspokajała szkoła stacjonarna?

Przede wszystkim nie było indywidualnego podejścia, zwłaszcza w przypadku syna. Nie było partnerstwa między nauczycielem, a uczniem oraz między nauczycielem, a rodzicem (dodam, że w klasach 1-3 u syna mieliśmy super nauczycielkę – kochaną Panią Anię – która mimo braku diagnozy, umiała świetnie dotrzeć do Matiego. Potrafiła wieczorem zadzwonić i zapytać jak się czuje syn, bo w szkole miał kiepski dzień. Bezduszność zaczęła się w 4 klasie). W szkole zabrakło mi też zrozumienia. Dla szkoły liczył się dokument. Nie ma papieru – nie ma możliwości dla dziecka. Tak pięknie się teraz mówi o indywidualnym podejściu, partnerstwie, otwartych ramionach szkół, współpracy, wspaniałej integracji i jeszcze wspanialszej socjalizacji. Ale to tylko puste hasła. Ja oczywiście nie generalizuję, głęboko wierzę, że w Polsce są szkoły, w których moje dzieci poczułyby się jak partnerzy w ciekawym projekcie, a nie jak wróg systemu, którego należy zwalczyć. My niestety nie mieliśmy zbyt dużego szczęścia, ani wsparcia w szkole. Podsumowując zabrakło nam w szkole indywidualizmu, elastyczności, zrozumienia, partnerstwa i takiego zwykłego człowieczego podejścia.

Czy otrzymują Państwo jakiekolwiek wsparcie w edukacji ze strony szkoły, do której zapisane są dzieci?

Ze strony szkoły otrzymujemy ogromne wsparcie. Po pierwsze dostęp do platformy z materiałami edukacyjnymi. Po drugie, już wiemy czym jest prawdziwe, indywidualne podejście do dziecka na egzaminach. Zaznaliśmy w końcu partnerstwa, o które tak kiedyś walczyłam w szkole tradycyjnej. Pokrywane są koszty terapii syna, mamy też możliwość uczestnictwa w fantastycznych spotkaniach integracyjnych, piknikach, zjazdach edukatorów domowych. Dyrekcja oraz nauczyciele zawsze cierpliwie odpowiadają na pytania, nurtujące problemy. Tutaj nie istnieje podejście, że dziecko nie wie. Ono wie, tylko trzeba mu pomóc, żeby sobie przypomniało. Główne hasło szkoły to: „Pomóż mi zrobić to samemu” (jest to Chrześcijańska Szkoła Montessori), nie jest to puste hasło, a rzeczywistość. Dla mnie było to niesamowicie pozytywne zaskoczenie. Na pytanie do dzieci, kiedy chcecie wrócić do szkoły, oboje wspólnie krzyczą: „Nigdy!”. A więc coś w tym jest. Zaznały tradycyjnej szkoły i teraz doświadczają edukacji domowej przy współpracy ze szkołą Montessori, więc mają porównanie.

Jak wygląda Państwa typowy dzień edukacji? Z jakich form kształcenia korzystają Państwo na co dzień?

Nasz dzień rozpoczyna się od wspólnego śniadania. Gdy dzieci chodziły do szkoły, nie było takiej możliwości poza weekendami. Niby banał, ale dla mnie to naprawdę ważne, że możemy wspólnie zjadać posiłki. Raz w tygodniu (zazwyczaj w niedzielę), układam sobie orientacyjny plan działania: co, z kim, kiedy, jaki temat. Oczywiście ten plan często ulega jakimś małym korektom, ale raczej udaje nam się go zrealizować. A nawet jak się nie uda, to mamy naprawdę duże pole możliwości do rozłożenia tego w innym czasie. Syn ze względu na ZA musi mieć stały plan działania, a więc jak sam sobie ustalił, naukę rozpoczyna o godz. 12.30. Najlepiej uczy nam się rano, bądź w przypadku syna właśnie w godzinach ok. 12, ale zdarza nam się spontanicznie usiąść do nauki wieczorem. Dziennie przerabiamy 2-3 przedmioty, zazwyczaj jest to historia, przyroda, angielski lub język polski, matematyka. Dodatkowo dzieci zażyczyły sobie, że chcą się uczyć języka niemieckiego oraz włoskiego. Po nauce jest czas na wspólne przygotowywanie posiłków, czas dla siebie, zajęcia dodatkowe (sportowe, plastyczne, językowe), a wieczorami dzieci poświęcają czas na swoje zainteresowania. Bywają takie dni, kiedy mimo zaplanowanej nauki, robimy zupełnie coś innego – idziemy na spacer do parku, na basen, na lody, gotujemy. Kuchnia jest też znakomitym miejscem do nauki – syn najlepiej zrozumiał ułamki podczas robienia ciasta. Tak naprawdę każde miejsce jest dobre, wystarczy tylko sprytnie podejść do tematu i dzieci nawet nie zauważą, że czegoś się właśnie nauczyły, a co za chwilę przyda się najpierw na egzaminie, a potem w życiu. Duży nacisk kładziemy na naukę rzeczy ważnych, przydatnych w życiu, a więc języki obce, zajęcia sportowe, zajęcia kulinarne. Dzieci mają sobie kiedyś dać radę w życiu, będąc przy tym dobrym człowiekiem. Co z tego, że będą mieć mnóstwo fakultetów, wszystkie świadectwa z czerwonym paskiem, a nie będą potrafiły zagotować wody na herbatę, zrobić samodzielnie zakupów czy mieć spontaniczny odruch pomocy komuś. Absolutnie nie kładziemy żadnego nacisku na oceny. Syn sam ustalił, że dla niego są dwie oceny: zaliczone lub niezaliczone. Koniec i kropka. Jak sam powiedział, jemu szkoda czasu na zdobywanie czerwonych pasków na pokaz, są inne ważniejsze rzeczy. Brzmi może dla niektórych jak cwaniactwo, ale w tym jest naprawdę metoda. Mateusz wiele przeszedł w szkole, zwłaszcza w 4 klasie, bardzo zraził się do nauki i nauczycieli. Na początku było nam ciężko, ale już teraz dajemy sobie radę.  Oczywiście podstawę programową musimy realizować,  za to nasze dzieci są oceniane, taka już jest rzeczywistość. Fantastyczne jest to, że sami dobieramy sobie miejsce nauki, czas nauki, metody, środki, książki.

Dzieci lubią kiedy przygotowuję im ciekawe prezentacje na dany temat, zamiast czytać z podręczników. Lubią jak uczymy się przyrody w lesie, parku, nad morzem. Podręcznik jest takim naszym dodatkowym towarzyszem w nauce, ale nie jest tak, że sztywno bazujemy na nim. Zauważyłam, że najlepiej przyswojona wiedza to ta przez doświadczenie, przez dotyk, a najlepsza kiedy coś się (niby) samemu odkryje. Robimy też projekty, i o ile córka je uwielbia i wymyśla coraz to nowsze, tak syn jeszcze trochę walczy sam ze sobą. Ma mnóstwo ciekawych pomysłów, że aż sama sobie myślę, że ja bym na to nie wpadła. Gorzej bywa z realizacją – syn szybko się poddaje, a czasem wręcz chciałby, aby wykonać to za niego. I tu musimy jeszcze mocno popracować.

Zawsze na początku roku tworzymy wspólnie plan działania. Dzieci mogą go same ułożyć i później się tego trzymamy. Na podstawie ich planu, ja tworzę swoje cotygodniowe. Oczywiście nie wszystko da się zaplanować precyzyjnie, bo nigdy nie wiadomo ile nam zajmą, np. procenty czy pisownia „h” i „ch”. Ale tak, jak już wspominałam, w ciągu roku szkolnego jest mnóstwo czasu, żeby nadrobić ewentualne poślizgi. W tym roku udało się wszystkie egzaminy zaliczyć już w połowie kwietnia. Planujemy rozpocząć naukę w połowie września, ale i tak córka nie wytrzymała i wieczorami rozwiązuje sobie zadania, pisze teksty. Ostatnio toczyła się jakaś rozmowa między nami, nagle syn użył sformułowania: „jedna druga”, na co córka odezwała się, że ona nie rozumie co to znaczy. I tutaj razem z synem szybko wkroczyliśmy do akcji i nim córka się zorientowała, zrozumiała czym są ułamki zwykłe. Tak więc uczymy się wszędzie, nawet na wakacjach, nawet w najbardziej prozaicznych miejscach. Metodą czy środkiem może być dosłownie wszystko. Ja cały czas staram się być tylko partnerką w nauce, stojąc obok i pilnując czy wszystko dobrze przebiega. Jak nie przebiega, to robię wszystko, by dzieci wiedziały jak wejść na prawidłowy „tor nauki”. W taki oto sposób tworzymy nasz wspólny projekt rodzinny, zwany edukacją domową 🙂

 

Bardzo dziękujemy za możliwość przeprowadzenia wywiadu. Zachęcamy do zapoznania się z blogiem Pani Uli: https://www.facebook.com/Mateusz-Asperger-i-Edukacja-domowa-940301716116199/

 

 

Wywiad przeprowadziła: Agnieszka Babilon

Jak rozwijać umiejętności matematyczne u dziecka od najmłodszych lat?


Matematyka jest ciekawą i pasjonującą dziedziną nauki. Niestety często jest postrzegana jako trudna i skomplikowana. Z badań wynika, że co czwarty uczeń nie potrafi sprostać wymaganiom z matematyki na poziomie I i II klasy szkoły podstawowej. Profesor Edyta Gruszczyk – Kolczyńska jest niepisanym autorytetem w rozwoju matematyki u dzieci. Na podstawie swojej wieloletniej praktyki oraz badań naukowych napisała wiele książek oraz artykułów dotyczących edukacji matematycznej dzieci. Jej zdaniem edukacja matematyczna dzieci w wieku przedszkolnym powinna być połączona z intensywnym rozwojem myślenia, z kształtowaniem odporności emocjonalnej oraz z ćwiczeniem pewnych umiejętności matematycznych. Należy również pamiętać, że w edukacji matematycznej dzieci najważniejsze są osobiste doświadczenia dziecka, dlatego zajęcia powinny być wypełnione zabawami, ciekawymi zadaniami i grami oraz pomocami edukacyjnymi.

Edukacja matematyczna w wieku przedszkolnym powinna przede wszystkim dotyczyć takich tematów jak:
1. Orientacja przestrzenna
2. Rytmy
3. Klasyfikacja
4. Liczenie

 

Orientacja przestrzenna

Życie bez przestrzeni jest niemożliwe. Od urodzenia ludzie uczą się rozumieć przestrzeń, w której żyją, gdyż tylko w ten sposób mogą nad nią panować i zaspokajać swoje potrzeby. Choć nie ma jasności w jaki sposób dzieci uczą się poznawać przestrzeń, wyróżnionych zostało 5 etapów następujących po sobie, w których dziecko tę przestrzeń w sobie rozwija.

I. Kształtowanie schematu własnego ciała – dziecko kształtuje poczucie „To jestem ja. Tak wyglądam. Mam swoje imię. Wiem, jak nazywają się części mojego ciała.”

Dobrze sprawdzą się tutaj:

– różnego rodzaju wierszyki i piosenki o częściach ciała;
– przyglądanie się i opisywanie poszczególnych części ciała;
– zabawy paluszkowe;
– pantomima;
– zabawy ruchowe ze śpiewaniem;
– „rysowanie pod dyktando” (dziecko opisuje postać, którą rysuje dorosły – im więcej szczegółów poda dziecko, tym bardziej jest świadome swojego ciała – warto zamieniać się rolami).

II. Rozpatrywanie otoczenia ze swojego punktu widzenia – dziecko zaczyna sobie zdawać sprawę, że coś znajduje się przed nim (z przodu), za nim (z tyłu), jest nad nim (u góry) lub pod nim (na dole), jest z boku po jego lewej lub prawej stronie.

Wsparciem będą zabawy dotyczące określania przestrzeni:

– np. „Podnieś ręce do góry. Popatrz w górę. Tam jest góra. Weź woreczek i podrzuć go do góry i popatrz jak spada w dół”, itp.;
– „chodzenie pod dyktando (dorosły kieruje dzieckiem, np. „Zrób 2 kroki w tył, 3 kroki w lewo” – warto bawić się na zmianę);
– zabawy z woreczkiem („Połóż woreczek po swojej lewej stronie”, itp.).

III. Rozpatrywanie otoczenia z punktu widzenia drugiej osoby – dziecko zaczyna sobie zdawać sprawę, że drugi człowiek jest do niego podobny (zbliżona budowa ciała, posiada imię, żyje w tym samym otoczeniu). Dziecko uczy się patrzenia na świat oczami innych ludzi. Pomocne będą:

– zabawy z misiem (np. „Postaw misia tak, aby plecami dotykał Twojego brzuszka. Pokaż, w którą stronę patrzysz Ty? I w którą stronę patrzy miś? Co widzi Twój miś?”) – gdy dziecko dobrze opanuje zabawy z misiem, można przeprowadzać podobne zabawy z osobą dorosłą (np. „Stańmy do siebie plecami. Pokaż, w którą stronę patrzysz Ty, co widzisz? Pokaż w którą stronę patrzę ja, co widzę?);
– zabawy typu „Gdzie położyć woreczek?” (dorosły kładzie woreczek np. po swojej lewej stronie, a dziecko określa, gdzie on leży);
– zabawa „Szukam misia” (dorosły kieruje dzieckiem określeniami do przodu/ do tyłu/ w lewo/ w prawo);
– zabawy pomagające określić lewą i prawą stronę.

IV. Orientowanie się w otoczeniu z uwzględnieniem różnych przedmiotów

Wykorzystać można:

– ćwiczenia z krzesełkiem i woreczkiem (najpierw dorosły kieruje dzieckiem, które staje za/ przed/ obok krzesełka, a następnie dorosły instruuje dziecko, gdzie ma położyć woreczek – przed/ za/ obok/ pod);
– ćwiczenia przy stoliku (dziecko i dorosły stają po przeciwnych stronach stołu, określają lewy i prawy brzeg oraz róg, określają również co widzą przed sobą. Po zmianie miejsca schemat się powtarza).

V. Orientacja na kartce papieru – umiejętność potrzebna do nauki pisania, czytania oraz rozwiązywania zadań matematycznych.
Świetnie sprawdzi się tutaj kreślenie linii, szlaczków oraz labiryntów według instrukcji rodzica.

 

Rytmy

Rytm pełni bardzo ważną rolę w życiu człowieka, ponieważ pozwala lepiej zrozumieć świat, w którym żyjemy, zapewnia bezpieczeństwo oraz sprawia, że życie jest przewidywalne i zrozumiałe. Regularności wykrywamy za pomocą słuchu, wzroku, zmysłu kinestetycznego oraz czasu. Warto zachęcać dziecko do poszukiwania i wskazywania powtarzalności w różnych miejscach. Należy zachęcać dziecko do odtwarzania i tworzenia własnych rytmów z cukierków, klocków, sztućców, owoców i innych przedmiotów. Trzeba tylko pamiętać, że wszystkie sekwencje muszą być powtórzone minimum 3 razy.

– układanie prostych rytmów zbudowanych z 2 elementów;
–  odczytywanie i kontynuowanie trudniejszych rytmów (z 3 lub więcej elementów) – dziecko najpierw odtwarza gotowy rytm, następnie układa lub rysuje swój;
– wysłuchiwanie i dostrzeganie regularności – zadaniem dziecka jest usłyszenie, zapamiętanie i odtworzenie rytmu (wyklaskanego, wystukanego lub wygranego na instrumencie);
– ćwiczenia rytmiczne wykonywane ciałem – są najtrudniejsze, bo wiążą się z pamięcią ruchową oraz z wykonywaniem prostych sekwencji ruchowych (np. pajacyk, przysiad, pajacyk, przysiad, itd.);
– wspólne z dzieckiem wykonanie kalendarzy kołowych obrazujących upływający czas – dzień i noc, pory roku, dni tygodnia oraz miesiące.

 

Klasyfikacja

Klasyfikacja to szereg czynności umysłowych potrzebnych człowiekowi do tworzenia pojęć i porządkowania ich, ułatwia również rozumienie otaczającego świata.

Zabawy ćwiczące umiejętność klasyfikowania to zabawy typu:

– „O którym przedmiocie myślę?” (na podstawie opisu dziecko zgaduje, o którym z widocznych przedmiotów myśli dorosły);
– „Guziki” (podział guzików według różnych kategorii, np. małe, duże, z czterema dziurkami);
– „Przesyłki” (dorosły podaje dziecku wizytówki guzików, które chce zamówić, np. 4 duże, drewniane guziki z dwoma dziurkami);
– „Droga guzikowa” (dorosły rysuje drogę, która ma kilka rozwidleń, przy każdym rozwidleniu są wizytówki określające cechę guzika, który może jechać daną drogą);
– „Pieski” (dorosły rozkłada obrazki z różnymi pieskami – w łaty, z piłką, z obrożą – podaje dziecku wizytówkę określającą cechę poszukiwanego psa);
– wykorzystanie elementów gry memory lub samodzielne wykonanie kartoników z obrazkami, które w jakiś sposób łączą się ze sobą – dorosły prosi dziecko, aby połączył kartoniki i wyjaśnił dlaczego jego zdaniem one do siebie pasują;
– również sprzątanie pokoju rozwija umiejętność klasyfikowania (np. rozdzielenie klocków drewnianych i plastikowych do odpowiednich pudełek).

 

Dziecięce liczenie

Dziecko po raz pierwszy doświadcza liczenia, gdy jest niemowlęciem – dziecko przez intensywne wpatrywanie się wybiera przedmiot, który je interesuje, dorosły również go wskazuje, nazywa i podaje. Gdy dziecko jest starsze, licząc przedmioty stara się przestrzegać reguły jeden do jednego (jeden liczony przedmiot, jeden gest wskazywania i jeden wypowiadany liczebnik). Gdy dziecko zna więcej liczebników, przez pewien czas skupia się na samym rytmie liczenia, dopiero po czasie potrafi określić liczebność zbioru. Z czasem nabiera świadomości, że niezależnie od jakości liczonych przedmiotów i kolejności liczenia, wynik liczenia będzie taki sam.

Zadaniem rodzica jest jak najczęstsze namawianie dziecka do liczenia, bez przerywania, poprawiania, oceniania. Dorosły może liczyć sam oraz razem z dzieckiem wskazując liczone przedmioty. Szczególną uwagę należy poświęcić roli ostatniego liczebnika oraz kierunkom liczenia. Pomocne będą zabawy typu:

– liczenie konkretnych przedmiotów dosuwanych i odsuwanych przez dorosłego;
– dziecko samodzielnie dosuwa i odsuwa przedmioty, które liczy;
– liczenie palców u ręki oraz stopniowe zastępowanie przedmiotów palcami;
– zabawy w sklep spożywczy/ budowlany/ z prezentami z wykorzystaniem pieniędzy – fasolek.

 

Warto pamiętać, żeby nie wykładać dziecku „suchej” teorii, ale wykorzystywać różne pomoce edukacyjne – miś niepotrafiący liczyć, klocki, kostki, patyczki, można również opowiadać historie. Dziecko może liczyć na konkretach tak długo jak będzie tego potrzebowało, nie powinno się zmuszać go do liczenia na palcach lub w pamięci, jeśli nie jest na to gotowe. Nauka liczenia przez dziecko wymaga wiele cierpliwości od rodzica, czasu i mnóstwa ćwiczeń.

We wszystkich opisanych (i nieopisanych) zabawach bardzo ważne jest stosowanie pomocy dydaktycznych, które pomogą zwizualizować dziecku temat oraz uatrakcyjnią zajęcia. Istotna jest również zamiana ról z dorosłym, a ileż radości sprawi dziecku wyłapanie pomyłki dorosłego.

 

 

Tekst stworzony w oparciu o książkę Edyty Gruszczyk – Kolczyńskiej i Ewy Zielińskiej „Dziecięca matematyka. Książka dla rodziców i nauczycieli”.

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

6 najpopularniejszych metod nauki czytania.


Wielu rodziców zastanawia się, kiedy rozpocząć naukę czytania ze swoim dzieckiem. Jaką metodę wybrać? Jak nie zniechęcić dziecka? W jaki sposób połączyć naukę czytania z zabawą? Przygotowaliśmy dla Państwa artykuł, w którym omówiliśmy kilka najpopularniejszych i najskuteczniejszych technik nauki czytania. Serdecznie zachęcamy do lektury!

 

Odimienna metoda nauki czytania Ireny Majchrzak

Metoda stworzona przez Irenę Majchrzak. Geneza metody związana jest z obserwacją systemu edukacji w Meksyku (poznawanie plemion). Z powodzeniem może być stosowana u dzieci 3-letnich, a do ukończenia 6 – 7 lat osiągają one umiejętność płynnego czytania ze zrozumieniem. Majchrzak uznawała świat pisma za świat znaczeń, a nie izolowanych liter. Imię dziecka staje się słowem otwierającym przed dzieckiem świat czytania i pisania. Odimienna metoda nauki czytania składa się z 6 etapów, które wypełnione są licznymi grami oraz zabawami.

http://www.szkolnictwo.pl/index.php?id=PU6826

Zalety:
– fascynująca dla dziecka inicjacja w postaci zapisu graficznego swojego imienia;
– ciekawa i angażujące dziecko gry i zabawy;
– każde dziecko uczy się w swoim tempie;
– nauczyciel podąża za dzieckiem;
– wolność od stresu wywołanego głośnym czytaniem na forum;
– metodę Majchrzak można stosować z innymi metodami, ponieważ dotyczy ona tylko czytania i dobrze jest ją realizować obok innych treści.

Wady:
– trudności z odróżnianiem głosek od liter;
– źródłem zakłóceń mogą być wady wymowy i wady słuchu, zdarza się, że wymóg głoskowania bywa poważną barierą, której wiele dzieci nie może przekroczyć;
– warunkiem korzystania z metody jest sprawny wzrok oraz poziom inteligencji wystarczający do rozumienia treści;
– dzieci nie są w stanie poznać polskiej ortografii ze słuchu.

 

Glottodydaktyka według Bronisława Racławskiego

Innowacyjna metoda stworzona przez profesora Bronisława Racławskiego, przygotowująca dziecko do nauki czytania i pisania. Odpowiednio wydłuża czas przygotowania dziecka do nauki czytania i pisania, aby jednocześnie skrócić do minimum czas płynnego opanowania tych umiejętności. Jej cechą charakterystyczną jest wyróżnienie pośrednich etapów kształtowaniu syntezy i analizy fonemowej oraz osiągnięcie przez dziecko najwyższej sprawności analizatora słuchowego i wzrokowego oraz rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej. Obecnie stosowana jest głównie w przedszkolach (od lat 3). Celem metody jest rozwój językowy w zakresie: wymowy, czytania i pisania. W metodzie stosuje się czytanie techniką „ślizgania się” z litery na literę oraz pismo pętelkowe.

http://www.szkolnictwo.pl/index.php?id=PU1862

Zalety:
– ciekawe dla dziecka pomoce edukacyjne (klocki LOGO oraz Glottodywanik);
– każde dziecko pracuje we własnym tempie i na własnym poziomie;
– dzięki obcowaniu z całym alfabetem dzieci potrafią przeczytać każdy tekst;
– uwzględnia wszelkie zmiany brzmienia głosek, np. litera “b” ubezdźwięcznia się w wyrazie “babcia”;
– zwraca uwagę na trudności ortograficzne;
– jest dostosowana do specyfiki języka polskiego.

Wady:
– potrzebne materiały dydaktyczne są bardzo kosztowne;
– nauczać może wykwalifikowany nauczyciel po odpowiednich szkoleniach;
– metoda jest trudna dla rodzica – ilość informacji i reguł paraliżuje osoby bez wykształcenia polonistycznego;
– jest to stosunkowo sztywna i pełna reguł metoda;
– nie wolno pominąć żadnego z etapów metody.

 

Metoda czytania globalnego Glenn’ a Domana

Metoda stworzona przez prekursora czytania globalnego – Glenn’a Domana. Można ją stosować już od urodzenia, zwłaszcza u dzieci z uszkodzeniami mózgu, ale stosowana jest także dla dzieci zdrowych, głównie do nauki czytania w języku angielskim. Metoda polega na prezentowaniu dziecku na kartkach całych wyrazów (później zdań), pisanych dużym krojem pisma. Przy regularnych ćwiczeniach dziecko po kilku tygodniach rozpoznaje wcześniej prezentowane wyrazy, po kilku miesiącach jest w stanie czytać specjalnie opracowane książki. Metoda wykorzystuje i rozwija logikę, ćwicząc zapamiętywanie z powtórzeniami, choć wykorzystuje też widzenie obrazowe.

http://www.glenndoman.pl/

Zalety:
– rozwija wzrok, słuch i mowę;
– może być stosowana w nauce czytania dowolnie małych dzieci – nawet od urodzenia;
– nauka odbywa się w domu w atmosferze miłości i akceptacji.

Wady:
– nie jest dostosowana do specyfiki języka polskiego w szczególności do odmiany wyrazów i zmieniających się końcówek;
– bardzo wielu rodziców przerywa naukę tą metodą ze względu na brak zainteresowania dziecka – często już po dwóch tygodniach – gdyż metoda jest zbyt monotonna;
– na rynku pojawiło się wiele nieautoryzowanych publikacji zniekształcających metodę i obniżających jej efektywność;
– może wymagać od rodzica czasu na zaplanowanie nauki i przygotowanie samodzielnych materiałów;
– nauka wymaga systematyczności (kilka sesji nauki każdego dnia).

 

Metoda symultaniczno-sekwencyjna Jagody Cieszyńskiej

Metoda stworzona przez Jagodę Cieszyńską, inaczej nazywana metodą krakowską. Została stworzona na potrzeby nowej rzeczywistości (krótszy czas rozmów z dorosłymi, dominacja stymulacji obrazem, opóźniony rozwój mowy spowodowany przeciągającą się oburęcznością, zaburzony język mediów). Ćwiczenia na każdym z 5 etapów nauki czytania realizowane są według reguły: powtarzanie, rozumienie, nazywanie. Technika opiera się głównie na sylabach, które Cieszyńska uważa za najmniejszą językową jednostkę percepcyjną. Przeznaczona jest dla dzieci w wieku 3 – 6 lat, które posiadają umiejętność analizy i syntezy sylabowej. Angażuje i rozwija logikę.

http://www.wspieranierozwoju.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=25&Itemid=34

Zalety:
– przeznaczona dla dzieci zdrowych oraz dzieci z problemami logopedycznymi;
– jest dostosowana do specyfiki języka polskiego;
– nauka odbywa się w domu w atmosferze miłości i akceptacji;
– nie wymaga wykorzystywania drogich czy skomplikowanych pomocy dydaktycznych;
– rodzic może prowadzić naukę czytania w domu samodzielnie – korzystając ze specjalnie opracowanych zeszytów do nauki czytania;

Wady:
– wymaga systematycznej pracy;
– bazuje na zasadzie „powtarzanie – rozumienie – nazywanie”, czyli jest metodą  raczej zamkniętą;
– stosowanie metody od 3 roku życia, może spowodować szybszy rozwój logiki, a to oznacza zanik zdolności takich jak pamięć fotograficzna, kreatywność, wyobraźnia, spostrzeganie szczegółów;
– na rynku pojawiają się  nieautoryzowane publikacje zniekształcające metodę i obniżające jej efektywność.

 

Metoda Dobrego Startu Marty Bogdanowicz

Metoda Dobrego Startu została opracowana przez profesor Martę Bogdanowicz. Puntem wyjścia do pracy nad nią były informacje o metodzie Le Bon Depart. W polskiej wersji w porównaniu z oryginałem wprowadzono szereg nowych elementów: formę i układ ćwiczeń według własnego pomysłu, opracowano też nowe zestawy wzorów, do których dobrano polskie piosenki ludowe i dziecięce. Metoda przeznaczona jest dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, których rozwój przebiega prawidłowo oraz dzieci wieku przedszkolnym, wczesnoszkolnym i starszych, których rozwój psychomotoryczny, których rozwój przebiega nieharmonijnie lub z opóźnieniem. Podstawowym założeniem metody Dobrego Startu jest jednoczesne rozwijanie funkcji wzrokowych, słuchowo – językowych, dotykowo – kinestetycznych (czucie dotyku i ruchu), motorycznych oraz współdziałania między nimi. Ponadto celem tej metody jest także kształtowanie lateralizacji, orientacji w schemacie własnego ciała oraz orientacji w przestrzeni. Rozwijanie tych funkcji wskazane dla dzieci przygotowujących się do nauki czytania i pisania, a niezbędne dla dzieci, u których występują opóźnienia rozwoju.

http://pieciek.w.interiowo.pl/29.htm

Zalety:
– optymalizuje rozwój dzieci;
– oddziałuje profilaktyczno-terapeutycznie (pozwala zapobiegać występowaniu trudności w uczeniu się);
– oddziałuje edukacyjnie (pozwala na wielozmysłowe uczenie się liter i cyfr);
– oddziałuje diagnostycznie na wielu płaszczyznach;
– oferuje ciekawe piosenki, wierszyki i zabawy ruchowe oraz plastyczne;
– sprzyja rozwojowi więzi.

Wady:
– wiele ćwiczeń opiera się na motoryce małej, która nie jest jeszcze dobrze rozwinięta u młodszych dzieci;
– stosuje się ją raczej jako metodę uzupełniającą dotychczasowo stosowane metody o charakterze stymulującym i terapeutycznym;
– zajęcia powinny być konstruowane w taki sposób, aby kształtowały wiele umiejętności (np. mowę, myślenie oraz dojrzałość społeczną);
– praca powinna opierać się na wcześniej skonstruowanym programie;
– osoba prowadząca musi na bieżąco modyfikować swoje założenia, dostosowując je do aktualnych potrzeb i  możliwości uczestników zajęć.

 

Metoda „Cudowne Dziecko” Anety Czerskiej

Metoda stworzona przez doktor Anetę Czerską dla wszystkich dzieci w wieku od 0 – 6 lat (może być stosowana również później do poprawy szybkości i rozumienia czytania). Metoda polega na prezentowaniu całych wyrazów, a także zdań na kartkach. Dziecko otrzymuje specjalnie opracowane książki, które jest w stanie samodzielnie przeczytać. Technika precyzyjnie rozwija myślenie operacyjne, kreatywność, pamięć fotograficzną, wyobraźnię oraz dostrzeganie szczegółów.

http://cudownedziecko.pl/

Zalety:
– nadaje się dla dzieci zdrowych, jak i z uszkodzeniami mózgu;
– metoda opracowana dla wspierania właściwego rozwoju neurologicznego dziecka – rozwija wzrok, słuch i mowę;
– nauka czytania przebiega jak nauka mowy – dzięki wielu obserwacjom dziecko samo odszyfrowuje kod liter;
– nauka odbywa się w domu w atmosferze miłości i akceptacji;
– wymaga bardzo mało czasu;
– jest dostosowana do specyfiki języka polskiego.

Wady:
– powinna być stosowana jako pierwsza – wcześniejsze zastosowanie innych metod osłabia efektywność;
– efektywność metody zależy od wielu czynników związanych z dzieckiem i rodzicem;
– konieczne jest odbycie szkolenia dla rodziców;
– nauka powinna być prowadzona codziennie;
– może wymagać od rodzica czasu na przygotowanie materiałów;
– zakup pomocy edukacyjnych jest stosunkowo drogi.

 

Nie zapominajmy, że przykład idzie z góry, a dzieci uczą się przez naśladownictwo. Nic nie będzie taką zachętą dla dziecka, jak obserwowanie czytających rodziców oraz wspólne czytanie książeczek.

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

Czym jest Rodzicielstwo Bliskości (RB)?


Z angielskiego Attachment Parenting, termin utworzony przez amerykańskiego pediatrę Williama Searsa, określający filozofię rodzicielską opartą na zasadach teorii przywiązania w psychologii rozwojowej. Teoria mówi, że dziecko tworzy z opiekunami silną więź emocjonalną, mającą wpływ na całe jego przyszłe życie.

Rodzicielstwo Bliskości, to jeden z najstarszych oraz najbardziej naturalnych sposobów opiekowania się dziećmi. Zostało wyparte przez poradniki i ekspertów, ale w ostatnim czasie znów stało się „modne”. RB to czułe rodzicielstwo, związane z uważnym obserwowaniem dziecka i reagowaniem na jego potrzeby.

RB nie polega na uległości wobec dziecka, na spełnianiu wszystkich jego życzeń. Rodzicielstwo Bliskości to kwestia wyborów, dopasowywania narzędzi do swojej rodziny i jej potrzeb. Opiera się na partnerstwie, potrzebach, emocjach oraz przywiązaniu. Sprzyja również rozwojowi samodzielności i niezależności dziecka.

 

7 narzędzi bliskości:

  1. Więź uczuciowa podczas narodzin – okres ciąży oraz narodzin to moment tworzenia się więzi między matką, a dzieckiem. Po porodzie dziecko i mama mają potrzebę bycia blisko siebie. Dziecko odczuwa biologiczną potrzebę bliskości, a matka intuicyjnie pragnie się nim opiekować. Pierwsze wspólne chwile mają na celu dopasowanie się – mama uczy się rozpoznawać potrzeby dziecka.
  2. Karmienie piersią – jest treningiem w odczytywaniu sygnałów dziecka. Naturalne karmienie pomaga matce odczytywać jego mowę ciała, co jest pierwszym krokiem do poznania go. Karmienie ulepsza porozumienie między matką i dzieckiem poprzez niesamowitą bliskość. Mleko zawiera wyjątkowe składniki pokarmowe i nie ma przeciwskazań, aby nie karmić nim dziecka dłużej niż zalecane 6 miesięcy życia. Oczywiście, jeśli mama nie może, nie czuje się na siłach lub nie czuje się komfortowo karmiąc starsze dziecko, nie musi tego robić.
  3. Noszenie dziecka – od najdawniejszych lat dzieci były wiązane w chusty na plecach rodziców i zabierane, np. w pole. Chustonoszenie jest bardzo ważne dla dziecka (bliskość i ciepło rodzica) oraz dla rodzica (wolne ręce, dziecko zawsze jest blisko). Noszone dzieci są spokojniejsze i szybciej stają się samodzielne. Bliskość usprawnia jego wrażliwość na rodziców, sprzyja ufności oraz stymuluje odkrywanie świata. Dziecko w chuście można wiązać na brzuchu lub na plecach rodzica. Naturalnie, jeśli chustonoszenie nie jest komfortowe dla rodziców, czy wygodne dla dziecka, nie ma sensu się męczyć.
  4. Spanie blisko dziecka – każda rodzina wypracowuje swój własny sposób spania. Wspólne spanie z dzieckiem oznacza więcej czasu na bliski kontakt z nim, zabieganym rodzicom pozwala się zatrzymać. Spanie z dzieckiem obniża jego lęk, a to zapewnia spokojniejszy i dłuższy sen. Również rodzicom zaoszczędzi nocnego wstawania na karmienie. Aby spać razem z dzieckiem trzeba przestrzegać kilku zasad: łóżko powinno być duże i wygodne, a rodzice nie mogą być wyczerpani, nie mogą być pod wpływem alkoholu, narkotyków lub tabletek nasennych, nie mogą być palaczami. Jeśli rodzice boją się spać z dzieckiem lub się nie wysypiają, mogą blisko swojego łóżka postawić łóżeczko dziecka, to również zapewnia bliskość oraz możliwość szybkiego reagowania na jego potrzeby.
  5. Wiara, że płacz dziecka jest jego sposobem komunikacji – płaczące dziecko próbuje coś przekazać swoim rodzicom. Początki wspólnego życia zawsze są trudne, ponieważ rodzice dopiero uczą się rozpoznawać potrzeby dziecka. Troskliwe reagowanie na płacz buduje zaufanie dziecka, a w rodzicach wiarę we własne umiejętności. Dlatego tak ważne jest, aby nie stosować metody „cry it out” (wypłakiwania się w samotności), ponieważ zaburza to więź, dziecko traci wiarę w siebie oraz zaufanie do świata, wpływa na rozwój depresji, lęków oraz emocjonalnego wycofania. Należy pamiętać, że dziecko płacze, ponieważ jakieś jego potrzeby są niezaspokojone (jest głodne, spragnione, stęsknione, przestraszone lub potrzebuje, żeby je przewinąć), a nie dlatego, że chce manipulować rodzicem.
  6. Wystrzeganie się dziecięcych „treserów” – rodzice dopiero uczą się rozróżniać porady proponujące surowy i radykalny styl rodzicielstwa (np. wypłakiwania się, karmienia według określonych godzin, itp.). To rodzice, a nie „eksperci”, wiedzą co jest najlepsze dla ich dziecka, potrafią rozpoznawać jego potrzeby i odpowiednio na nie reagować. Surowe rodzicielstwo nie przynosi korzyści ani rodzicom, ani dzieciom, ponieważ może spowodować zaburzenie więzi oraz budowanie dystansu.
  7. Równowaga – rodzice próbując zaspokoić wszystkie potrzeby dziecka, mogą zaniedbywać swoje indywidualne potrzeby oraz małżeństwo. Rodzice powinni próbować szukać równowagi między potrzebami dziecka, a swoimi. Nie ma też nic złego w proszeniu o pomoc, np. w posprzątaniu mieszkania, ugotowaniu obiadu lub zajęcia się dzieckiem przez kilka godzin.

 

Rodzicielstwo bliskości najczęściej kojarzy się z malutkim dzieckiem, przytulonym w chuście do rodzica. Na tym etapie dużo łatwiej być blisko, ponieważ rodzic jest z dzieckiem cały czas. Im dziecko jest starsze, tym bardziej rodzicom wydaje się, że to dobry moment, by zacząć wymagać i nakazywać. Również pójście dziecka do przedszkola lub szkoły i powrót rodziców do pracy, utrudnia bliskość. Nie można zapomnieć, że RB to przede wszystkim rodzicielstwo partnerskie, czyli patrzenie na dziecko jak na osobną istotę, która ma swoje emocje i potrzeby, która chce być ważna i brać czynny udział w życiu rodziny. Rozmawiajmy z dzieckiem o naszym dniu i zdarzeniach, które nas spotkały; pytajmy dziecko o jego emocje i przeżycia związane z jego dniem; pozwólmy dziecku uczestniczyć w życiu codziennym (np. wspólne wyjście na pocztę); jeśli jest taka możliwość zabierzmy dziecko do pracy, aby mogło zobaczyć czym zajmują się jego rodzice; znajdźmy wspólne hobby, dzięki któremu spędzimy więcej czasu razem; zaangażujmy dziecko w obowiązki domowe; pozwólmy dzieciom korzystać z dzieciństwa (niech skaczą po kałużach, wspinają się na drzewa, itp.); nie zapominajmy o codziennym przytulaniu i niesamowitych słowach „kocham Cię”; mówmy dzieciom „przepraszam” i nauczmy przyznawania się do błędów będąc dla nich przykładem; gdy zajdzie taka potrzeba – pozwólmy dzieciom spać z nami w łóżku; zadbajmy o wspólne spożywanie posiłków.

Przede wszystkim uważnie obserwujmy i słuchajmy dziecka oraz samych siebie. Odpowiadajmy na potrzeby dzieci w zgodzie ze swoimi granicami oraz szanujmy granice dziecka.

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

 

Bibliografia:

  1. Sears Martha i William, Księga rodzicielstwa bliskości
  2. http://www.edziecko.pl/starsze_dziecko/1,79350,15282653,Rodzicielstwo_bliskosci___wychowanie_starszych_dzieci.html
  3. http://dziecisawazne.pl/czym-nie-jest-rodzicielstwo-bliskosci/
  4. http://dziecisawazne.pl/rodzicielstwo-bliskosci-3/

11 miejsc w Polsce, dzięki którym Twoje dziecko pokocha naukę!


Do końca wakacji zostało jeszcze trochę czasu. Rodzice zastanawiają się jak zorganizować te ostatnie wolne dni swoim pociechom. Polskie miasta stale się rozwijają, odpowiadając na potrzeby wymagających odbiorców. Cały czas powstają miejsca, w których można uczyć się przez doświadczanie. Poniżej przedstawiamy Państwu listę miejsc godnych uwagi, do których warto udać się z dziećmi jeszcze w te wakacje. Zapewniamy, że będzie to wspaniały czas dla całej rodziny!

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie – miejsce, które inspiruje do obserwacji, doświadczania, zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Co roku przyciąga tysiące turystów. Oferują interaktywne wystawy stałe, laboratoria oraz planetarium. Oprócz tego przygotowali bardzo ciekawy program wakacyjny, a w nim m.in. Plenerowe Kino Letnie, plenerowe warsztaty weekendowe, Letnie Minilaby (warsztaty w laboratorium), letnią ścieżkę zwiedzania, eksperymenty na bulwarach, muzyczne wieczory w planetarium i wiele więcej. Z całą pewnością każdy członek rodziny znajdzie coś dla siebie!
http://www.kopernik.org.pl/

ZOO i Afrykarium we Wrocławiu – przepiękne miejsce, w którym znajdziemy wiele gatunków zwierząt. Afrykarium to 15 000 000 litrów wody w 21 basenach i akwariach, gdzie mieszka około 250 gatunków ryb z całego świata! Oferują pokazy karmienia, konkursy, spacery, zajęcia edukacyjne dla dzieci od wieku przedszkolnego do ponadgimnazjalnego oraz materiały dla nauczycieli i opiekunów. W trakcie wakacji zapraszają na sobotnie spotkania z edukatorami poświęcone wybranym gatunkom zwierząt.
http://www.zoo.wroclaw.pl/pl/

 

Eentrum Nauki Experyment w Gdyni – jest niecodzienną pracownią doświadczalną dla małych i dużych odkrywców – amatorów, w którym w sposób namacalny mogą oni na własną rękę przeprowadzić eksperymenty, poznając prawa zachodzące w przyrodzie. Łączą naukę i zabawę w atrakcyjną formę spędzania czasu oraz w efektywne przyswajanie wiedzy. Oferta skierowana jest dla całych rodzin, młodzieży i dorosłych. W trakcie wakacji od wtorku do piątku zapraszają na zajęcia praktyczne dotyczące układania różnego typu ognisk, orientacji w terenie oraz praktycznego określania odległości, zaś w każdy weekend odbywają się warsztaty tematyczne.
http://experyment.gdynia.pl/pl/

 

Centrum Hewelianum w Gdańsku – nowoczesne centrum nauki mieszczące się w XIX-wiecznych zabytkowych budynkach, które stanowią zachętę do poznawania świata i praw nim rządzących, a przy okazji są doskonałą okazją do świetnej zabawy. Co więcej – teren Centrum obejmuje obszar ponad 20 hektarów dawnego militarnego fortu, a to doskonałe miejsce na spacer, rekreację oraz podziwianie panoramy głównego miasta z dwóch punktów widokowych. W Centrum znajdziemy planetarium oraz kilka stworzonych w nowoczesny sposób, interaktywnych wystaw. W trakcie wakacji proponują pokazy filmów animowanych, interaktywne pokazy astronomiczne, zabawy w laboratorium,  pokazy połączone z doświadczeniami oraz dzienne i nocne podglądanie wszechświata.
http://www.hewelianum.pl/

 

Semafor Muzeum Animacji w Łodzi – niesamowite miejsce, które odwiedzających przenosi w świat filmu. Muzeum gromadzi lalki i dekoracje z niezapomnianych filmów, spotkamy tu swoich ulubionych bohaterów i plany filmowe, w których kręcono ich przygody. Dowiemy się jak przebiega proces produkcji poklatkowego filmu animowanego, można samemu nakręcić krótki film oraz obejrzeć pokazy filmów. Muzeum prowadzi warsztaty animacji i plastyki, a także lekcje muzealne, organizuje konkursy i przeglądy filmowe. Czas spędzony tutaj będzie pełen wzruszeń, zachwytów i wyśmienitej zabawy.
http://www.se-ma-for.com/

 

Park Rozrywki w Inwałdzie – kompleks pięciu mniejszych parków pełnych atrakcji. Dzięki 60-ciu miniaturowym budowlom odbędziemy błyskawiczną podróż dookoła świata , dzięki 50-ciu figurom dinozaurów spotkamy się z prehistorią, w średniowiecznej krainie dowiemy się jak żyli kiedyś ludzie, w wesołej farmie spotkamy 40-ci gatunków zwierząt oraz wcielimy się w Indian. Dzięki spacerom po Ogrodzie Jana Pawła II poznamy bliżej jego życie i spróbujemy pysznych kremówek. Każda część parku zaskakuje wielością rozrywek. Mali i duzi doświadczą tu wiele niezapomnianych wrażeń.
http://www.inwaldpark.pl/

 

 

Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń” – oprócz planetarium znajdziemy tu geodium oraz orbitarium. Każda sala proponuje szereg atrakcji, między innymi pokazy astronomiczne oraz projekcje filmów, wystawy interaktywne umożliwiające samodzielne eksperymentowanie i doświadczanie. Mamy tutaj kosmos na wyciągnięcie ręki, cały świat w zasięgu oka. Zapewniają niezwykłe wspomnienia!
http://www.planetarium.torun.pl/

 

PGE Giganty Mocy w Bełchatowie – jedna z największych atrakcji turystycznych województwa łódzkiego. Ekspozycja stanowi interaktywne centrum edukacji, które w sposób multimedialny prezentuje proces wytwarzania energii elektrycznej z wykorzystaniem węgla brunatnego, wydobywanego i przetwarzanego przez  bełchatowskie giganty mocy, tj. kopalnię węgla brunatnego i elektrownię konwencjonalną. Wystawa skierowana jest do wychowanków przedszkoli, uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych oraz rodzin z dziećmi. W trakcie zwiedzania ekspozycji można odwiedzić las tropikalny, zobaczyć szczątki mamuta i zrozumieć, na czym polega proces formowania się złóż węgla brunatnego. Do tego czeka tu na nas cała masa doświadczeń fizycznych z wykorzystaniem zjawiska elektryczności. Nie brak również historii Bełchatowa.
http://gigantymocy.pl/

Park edukacyjno-rozrywkowy „Mikrokosmos” w Ujazdowie – w parku znajduje się
25 niezwykle realistycznych rzeźb owadów oraz tyle samo gigantycznych bakterii i wirusów – owady są setki razy większe względem oryginałów. Rzeźby wykonano z dużą dbałością o ich budowę morfologiczną. Ścieżki dydaktyczne zapoznają zwiedzających z najciekawszymi informacji na temat owadów. W przepięknym ogrodzie rośnie tysiące roślin o wielu gatunkach i odmianach. Oprócz tego jest jeszcze szereg innych atrakcji, np. góra wspinaczkowa, ogromna pajęczyna, plac zabaw, zjazd linowy czy zakręcona zjeżdżalnia.
http://mikrokosmos.edu.pl/

 

Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema w Krakowie – zwiedzanie Ogrodu polega na doświadczaniu sensorycznym – zwiedzający mogą dotykać  instalacji stanowiących eksponaty, mają okazję różnymi zmysłami doświadczać na sobie zjawisk fizycznych i przyrodniczych. Poprzez zabawę i samodzielne wykonywanie eksperymentów każdy może wzbogacić swoją wiedzę o otaczającym nas świecie. Przy każdym urządzeniu znajduje się krótka instrukcja i opis na temat prezentowanego zjawiska. Wystawa przeznaczona jest zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Znajduje się tu wiele zakątków zachęcających do wypoczynku w kontakcie z przyrodą. Ogród oferuje również udział w warsztatach edukacyjnych, pokazach, doświadczeniach czy obserwacjach nieba.
http://www.ogroddoswiadczen.pl/

 

Muzeum Ognia w Żorach – nowoczesny obiekt o niespotykanych kształtach, łączący w sobie funkcje edukacyjne i rozrywkowe. Ekspozycja tego wyjątkowego centrum nauki poświęcona jest wiedzy na temat energii i ognia od czasów najdawniejszych aż do dnia dzisiejszego. Tutaj każdy może zostać odkrywcą. Multimedialna ekspozycja oraz urządzenia doświadczalne to nie tylko dobra zabawa, ale także ciekawe uzupełnienie procesu nauczania. Wystawę zaprojektowano w ten sposób, by umożliwić odwiedzającym samodzielne zapoznawanie się z jej zawartością.
http://www.muzeumognia.eu/

 

 

Opracowała: Agnieszka Babilon

Edukacja w moich rękach. Wywiad z szesnastoletnim Dawidem Małeckim.


Serdecznie zachęcamy do zapoznania się z wywiadem przeprowadzonym z Dawidem Małeckim – nastolatkiem, który zdobył się na odważny krok i zaczął uczyć się w domu. Od września rozpoczyna naukę w liceum i zamierza kontynuować edukację domową. Prowadzi bloga „Viva Da Vida”, na którym dzieli się swoimi przemyśleniami oraz doświadczeniami związanymi z edukacją i nie tylko.

 

Dlaczego zdecydowałeś się na edukację domową? Co wpłynęło na Twoją decyzję?

Wszystko zaczęło się, gdy poszedłem do gimnazjum. Wiązałem z nim duże nadzieje. Skasowałem nawet wszystkie numery telefonów moich kolegów z podstawówki. Nie pamiętam już dlaczego, ale chciałem zacząć wszystko od nowa. Ze wszystkich stron słyszałem tylko o dobrej atmosferze panującej w szkole. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Już sam wielki budynek zaczął mnie przytłaczać. Chodziło tam bardzo dużo osób, a klasy były mocno przepełnione. Było to coś zupełnie innego niż szkoła podstawowa na moim osiedlu. Zaczęło mnie to drażnić – trudno było mi nawiązać głębsze relacje w takim otoczeniu. Miałem wrażenie, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, a nauczyciele zamiast mnie wspierać, chcieli jedynie tego, bym dobrze się uczył. Do tego dochodziły inne problemy, np. z przedmiotami ścisłymi i odrabianiem dużej ilości zadań domowych. Rozwiązanie przyszło zupełnie niespodziewanie. Trafiłem na spotkania z obcokrajowcami, które były organizowane przez rodzinę edukatorów domowych. Przez pięć dni spędzaliśmy ze sobą czas i rozmawialiśmy po angielsku. Zacząłem się zastanawiać i doszedłem do wniosku, że ta forma edukacji mogłaby się sprawdzić również w moim przypadku. Było to przełomowe wydarzenie, które rzuciło zupełnie nowe światło na to, jak do tej pory wyobrażałem sobie naukę. Zdałem sobie sprawę, że nie musi ona koniecznie odbywać się w szkole.

Czy napotkałeś jakieś trudności ubiegając się o edukację domową? Jeśli tak, to jakie?

Jeżeli chodzi o sam proces rekrutacji do szkoły, to nie miałem żadnych problemów. Zanim jednak zapadła decyzja o edukacji domowej musiało minąć sporo czasu. Pozostało mi jedynie przekonać rodziców, co nie było takie łatwe. Z początku podchodzili do tego pomysłu z dosyć dużym dystansem. Zaproponowali mi jedynie zmianę szkoły. W drugiej klasie nie widziałem już innego wyjścia, jak przyjęcie tej propozycji. Chciałem coś zmienić. Nowe gimnazjum było zupełnie innym miejscem, bardziej kameralnym. Jednak wciąż pozostawało ono szkołą. Z czasem zaczęły mi dokuczać te same problemy, co wcześniej. Czułem się przymuszony do nauki w określony sposób. Widząc to, moi rodzice podjęli wyzwanie, za co jestem im niezwykle wdzięczny.

Jakie Twoim zdaniem są najważniejsze zalety edukacji domowej?

Jest to wolność. To ja sam decyduję w jaki sposób i czego w danej chwili będę się uczył. Jednie do czego muszę się stosować to podstawa programowa. Jednak nawet ona zaczęła mi się wydawać znacznie mniej rozbudowana, odkąd nie chodzę do szkoły. Opracowuję zagadnienia do skutku, by je przyswoić, nie by zrobić określoną liczbę zadań. Zadziwiająca jest też różnorodność w społeczności edukacji domowej. Niektóre rodziny zdają się nie przejmować pewnymi rzeczami i opinią innych. W pewien sposób je za to podziwiam.

Czy dostrzegasz  pewne wady, związane ze spełnianiem obowiązku szkolnego poza szkołą?

Myślę, że główną rzeczą, której z początku trzeba się nauczyć jest gospodarowanie czasem. Gdy, jak większość osób, chodziłem do szkoły, mój czas był ściśle zaplanowany. Nawet przychodząc do domu, wiedziałem, że muszę odrobić jeszcze pracę domową. W tej chwili tak nie mam. Wymaga to przestawienia się na zupełnie inny sposób myślenia o obowiązkach. Sam czuję chęć, by nauczyć się nie odkładać moich zadań na później. Nie wiem ile czasu to jeszcze potrwa. Nie jest jednak źle, bo zdanie egzaminów nie stanowiło dla mnie problemu. Zawsze mogłoby być jednak trochę lepiej.

Czy otrzymujesz wsparcie w edukacji ze strony swojej szkoły?

Jak najbardziej. W Łodzi, gdzie mieszkam funkcjonuje klub Szkoły Benedykta. W jego ramach organizowane są różnego typu warsztaty (na przykład o reklamie), zajęcia przygotowujące do egzaminów oraz same egzaminy.

Jak wygląda Twój typowy dzień edukacji? Jak radzisz sobie z organizacją czasu poświęconego na naukę?

Nie zawsze mi to wychodziło, ale zawsze starałem w większym lub mniejszym stopniu zaplanować swój dzień. Dzień wcześniej patrzyłem na wymagania z podstawy programowej, by zdecydować, czego będę się uczył. Zazwyczaj wstawałem o godzinie 9:00, a godzinę później zaczynałem naukę. Niezbyt dużo korzystałem ze zwykłych książek. Szukałem różnego typu filmów edukacyjnych na YouTube’ie i korzystałem chociażby z KhanAcademy [portal, na którym są swego rodzaju filmiki instruktażowe, dotyczące przedmiotów ścisłych i ćwiczenia do wykonania]. Na ich podstawie tworzyłem notatki. Nie przypominały jednak one tych znanych ze szkolnych zeszytów. W moim przypadku były to zwykłe kartki A4, na których rysowałem, by przedstawić wybrany temat w czytelnej formie. Czasami, również siebie nagrywałem, co pomogło mi przygotować się do egzaminów ustnych. W zależności od dnia, do tego wszystkiego dochodziły różnego typu zorganizowane zajęcia.

Jak zareagowali Twoi najbliżsi (rodzina, przyjaciele), kiedy dowiedzieli się o tym, że rezygnujesz z nauki w systemie stacjonarnym?

Pierwszą ich reakcją było zdziwienie. Jest to nawet całkiem zrozumiałe, bo dla wielu z nich był to pierwszy bliższy kontakt z edukacja domową. Słyszałem wiele opinii. Od ostrzegania mnie, przed staniem się odludkiem, do naprawdę absurdalnego twierdzenia, że nie poradzę sobie w życiu. Oczywiście, nie wykluczone, że znajdzie się osoba, która nie chodziła do szkoły i nie poradziła sobie na rynku pracy. Lecz równie dobrze może się to zdarzyć w gronie absolwentów zwykłych szkół. Nie ma sensu generalizować. Wierzę, że takie stwierdzenia wynikają jedynie z niewiedzy.

Czy zgadzasz się z powszechnym przekonaniem, że edukacja domowa ma negatywny wpływ na kontakty społeczne?

Nie mogę zgodzić się z czymś, co nie zostało w żaden sposób potwierdzone. W szkole jesteśmy nijako zmuszeni do przebywania ciągle  z tymi samymi ludźmi, mimo, że mogą mieć na nas negatywny wpływ. W przypadku nauczania domowego, to my sami decydujemy, z kim będziemy się spotykać. Wymaga to tylko trochę więcej wysiłku.

Od września zaczynasz edukację na poziomie szkoły średniej w trybie edukacji domowej. Czy masz jakieś obawy z tym związane?

Myślę, że dużym wyzwaniem dla mnie będzie opanowanie matematyki. Nie radzę sobie z nią zbyt dobrze. Nie jestem znowu w tym jedyny, bo podobny problem towarzyszy wielu uczniom. Potrzebuję pomyśleć jeszcze nad jego rozwiązaniem.

 

Bardzo dziękujemy za możliwość przeprowadzenia wywiadu. Zachęcamy do zapoznania się z blogiem Dawida: https://medium.com/viva-da-vida

 

 

Wywiad przeprowadziła: Agnieszka Babilon

1 2 3 4 5