Rodzicielstwo w trzech słowach – wywiad z Kamilem Nowakiem (BlogOjciec)


Wywiadu dla Fundacji Edukacji Domowej udzielił autor bloga BlogOjciec (blogojciec.pl), Kamil Nowak – mąż, ojciec trojga dzieci i pedagog.

ASF: Od 6 lat prowadzi Pan blog o nazwie BlogOjciec, na którym dzieli się Pan swoim doświadczeniem ojcostwa. Pana blog cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Treści tam umieszczane stanowią ogromną pomoc i inspirację dla wielu rodziców. Jak powstał pomysł na tego typu działalności w Internecie? Czy zakładając blog, spodziewał się Pan takiego rozwoju strony i ogromnej rzeszy czytelników?

KN: Początkowo blog miał być raczej miejscem nieco bardziej wszechstronnym, podejmującym więcej tematów. Po pewnym czasie okazało się jednak, że to właśnie te „ojcowskie” wpisy są najchętniej czytane, a ja sam zauważyłem, że mam mnóstwo do nadrobienia w tym temacie, więc połączyłem jedno i drugie. Uczyłem się o tym, jak być lepszym rodzicem, a to, co uznałem za ciekawe, posyłałem dalej w świat właśnie na blogu. Dzięki temu mogłem zaobserwować, jak inni na to reagują i sam z czasem wiele się nauczyłem od moich czytelników – chyba przede wszystkim otwartości na różne podejścia.

Skąd czerpał Pan wiedzę na temat rodzicielstwa i budowania zdrowych relacji z dzieckiem? Czy konieczne jest przeczytanie wielu tomów książek i poradników, czy wiedza przychodzi sama wraz z doświadczeniem?

Myślę, że żadna wiedza nie spada na nas sama – ani w szkole, ani w rodzicielstwie, ani nigdzie indziej. Także nauka mi osobiście była potrzebna, bo nikt mi tej wiedzy, której potrzebowałem, wcześniej nie przekazał. Nikt mi nie powiedział, jak się opanować, gdy dziecko wyprowadzi mnie z równowagi, ani – tym bardziej – jak pomóc dziecku w takiej sytuacji. Już same rozmowy na temat emocji, na temat tego, co ja czuję, co czują dzieci – to była dla mnie totalna nowość. Wszystko zatem poznawałem, można powiedzieć, od podstaw – książki zdecydowanie, do tego blogi, vlogi, filmy… i dużo, dużo rozmów z innymi rodzicami, szczególnie tymi, którzy mają podobne doświadczenia.

Czy to prawda, że rodzicielstwo jest naturalnym stanem i wraz z narodzinami dziecka wiedza „wlewa się do głowy” i działamy intuicyjnie?

Wydaje mi się, że rodzicielstwo może być naturalnym stanem, jeśli my sami zostaliśmy wychowani tak, jak chcielibyśmy wychować nasze dzieci. Wtedy rzeczywiście wiedzę mamy już w sporej części zakodowaną i musimy ją tylko wydobyć. Gorzej, gdy chcemy zmienić nasze podejście, bo pamiętamy z dzieciństwa również te przykre chwile, w których czuliśmy się krzywdzeni, bici czy traktowani niesprawiedliwie i bez szacunku – wtedy ta droga jest dużo trudniejsza i sama nam się raczej cudownie nie objawi. Tutaj będziemy musieli grzebać i szukać odpowiedzi zanim trafimy na to, czego dokładnie poszukiwaliśmy.

Czy interesował się Pan wychowywaniem dzieci zanim został Pan ojcem?

Ani trochę. Ja w ogóle mało pojęcia o życiu miałem jako takim – w pracy byłem, powiedziałbym, pracowity nad miarę, robiłem to, co trzeba było, a później szukałem czegoś jeszcze. Zdarzało się, że zmieniałem pracę, bo w poprzedniej wykonałem wszystko, co mogłem w ciągu 6 miesięcy, a później dowiadywałem się, że to, co zrobiłem, poprzednia osoba robiła w sumie 3 lata. Niemniej w domu moje umiejętności ograniczały się do odkurzania raz w tygodniu i zrobienia sobie kanapki. Także do wychowania dzieci nadawałem się równie dobrze, jak do projektowania promów kosmicznych.

Gdyby miał Pan podsumować rodzicielstwo w trzech słowach, jakie by Pan wybrał?

Szacunek. Szczęście. Miłość.

Niedawno ukazała się Pana pierwsza książka „Idealny rodzic nie istnieje”. Jak pojawił się
pomysł na napisanie książki?

Przez lata tworzenia bloga poruszyłem tak wiele różnych tematów, że sam powoli zacząłem się w nich gubić. Do tego wiele osób, które dopiero co trafiały na bloga, pytało mnie o tematy, które już poruszałem, ale które nie były ułożone ani chronologicznie, ani tematycznie i nie były łatwe do odnalezienia. Książka była sposobem na zaradzenie temu i spisanie tej wiedzy w sposób uporządkowany. Dodatkowo chciałem też wyciągnąć rękę do tych wszystkich osób zrażonych typowymi poradnikami pełnymi specjalistycznego słownictwa i spisanymi nie zawsze w przyjaznej formie (mój rekord to czytanie jednego poradnika przez ponad 3 miesiące, bo strona lub dwie dziennie to był maks., jaki byłem w stanie przerobić ze względu na formę). Tymczasem wiele osób, w tym ogromna część ojców, wprost pisze, że nie tylko moja książka jest pierwszą książką o wychowaniu, którą przeczytali w całości, ale po jej lekturze mają zamiar wziąć się za kolejne. To pokazuje, jak wielkie znaczenia ma nie tylko sama treść, ale i forma właśnie.

Na blogu (a także w książce) pojawiają się treści dotyczące działania mózgu człowieka (głownie dziecka). Czy jest to temat, który szczególnie Pana interesuje? Czy wiedza z tego zakresu wpływa na relację z dzieckiem?

Myślę, że znajomość podstawowych faktów na temat rozwoju naszego mózgu, a także jego działania pozwala lepiej zrozumieć nam nie tylko dzieci, ale i samych siebie. Pozwala mniej się denerwować i szybciej uspakajać, a dla mnie osobiście były to dwa dość kluczowe obszary, nad którymi pracowałem i zresztą nadal pracuję.

Co sądzi Pan o alternatywnych metodach nauczania? Czy wdraża Pan elementy nauczania alternatywnego w przestrzeni domowej?

Jako nauczyciel z wykształcenia, który uciekł od swojego zawodu właśnie ze względu na jego niewielką otwartość na nowości, jestem zachwycony większością alternatywnych form nauczania i chociaż nie miałem możliwości z nich jeszcze skorzystać (niestety w naszej okolicy nie ma ani szkół demokratycznych, ani Montessori, ani w zasadzie żadnych alternatywnych), to bardzo mocno rozważam nauczanie domowe. Szczególnie odkąd nawet największe uniwersytety na świecie, takiej jak MIT (Massachusetts Institute of Technology) czy Harvard (Harvard University) wypowiadają się, że dzieci po takiej edukacji są lepiej przygotowane do życia zarówno intelektualnie, jak i społecznie.

Przesłanie książki, które do mnie trafiło najbardziej, to traktowanie dziecka z takim samym szacunkiem, jak w przypadku dorosłego człowieka. Co dla Pana znaczy „wychowanie z szacunkiem”?

W sumie nie jest to nic odkrywczego – chodzi głównie o to, aby traktować dziecko tak, jak traktowalibyśmy naszego przyjaciela czy nawet naszego sąsiada. Często pokazywany jest przykład zbitej szklanki, w którym na winne dziecko krzyczymy, że jest niezdarne i jeszcze dajemy karę, żeby to się nie powtórzyło, a do winnego sąsiada mówimy, że nic się nie stało i zaraz posprzątamy. Ten przykład dość mocno pokazuje, w czym tkwi problem i gdzie musimy zmienić nasze podejście. Dziecko w zasadzie ze względu na swój młody wiek i niewielkie doświadczenie jest jeszcze mniej winne niż sąsiad, więc tym bardziej nie powinno mu się okazywać mniejszego szacunku.

W książce pisze Pan o metaforze góry lodowej, która obrazuje proces powstawania emocji u dziecka. Zachowanie jest tylko jej wierzchołkiem. Cała reszta znajduje się natomiast pod powierzchnią, jest ukryta. Czy można nauczyć dziecko radzenia sobie z emocjami. Jeżeli tak, w jaki sposób?

Jak najbardziej można to zrobić, ale przede wszystkim musimy zacząć od siebie. Obecnie pokolenie w zdecydowanej większości niestety nie było tego nauczone, a jak wspomniałem wcześniej, nie jest to wiedza, która sama na nas spłynie. Musimy więc nauczyć się radzenia z naszymi własnymi emocjami, nauczyć się zarówno je odróżniać, jak i nazywać. Dopiero, jak sami to zrobimy, będziemy w stanie podzielić się tą wiedzą z dziećmi. Na szczęście są też na przykład bajki terapeutyczne (polecam m.in. „Krainę Uważności” i „Bajki o uczuciach”), które dotyczą konkretnych emocji i korzystając z nich, możemy się uczyć wyrażania tych emocji wspólnie z naszymi dziećmi.

Kim, według Pana, jest rodzic dla dziecka? Przewodnikiem, przyjacielem, wychowawcą, wszystkim po trochu? A może jego rola zmienia się wraz z wiekiem dziecka?

Myślę, że wszystkim po trochu, ale na pewno w różnym stopniu na różnych etapach dziecięcego rozwoju. Na początku jesteśmy głównie opiekunem, który dba o niemal wszystkie dziecięce potrzeby, by z czasem uczyć dziecko, jak może samo o te potrzeby zadbać, a pod koniec jesteśmy już raczej przewodnikiem/ autorytetem (jeśli nam się uda), który może wskazywać dziecku pewien kierunek, ale jest też świadomy, że decyzja dziecka nie zawsze będzie dokładnie taka, jakbyśmy tego oczekiwali.

Pokazuje Pan, że rodzicielstwo może być planem na życie i misją. Jak wypracować takie podejście? Czy można nauczyć się traktować w ten sposób swoją rolę jako rodzica?

Oj, tutaj byłbym ostrożny w traktowaniu rodzicielstwa jako misji, bo za bardzo kojarzy mi się z poświęcaniem się dziecku i podporządkowywaniem pod dziecko całego swojego życia. Wizja umęczonego rodzica, który się „poświęca” mnie przeraża, a niestety spotykam się z nią częściej, niż bym chciał. Nie dość, że rodzic jest wtedy wykończony, bo wszystko robi za dziecko, to jeszcze dziecko nie tylko tego nie docenia, ale i rośnie mocno roszczeniowe, kompletnie nieprzygotowane do życia w społeczeństwie. Później po zderzeniu z rzeczywistością albo od niej ucieka, popadając w depresję i uzależnienia, albo na siłę domaga się od wszystkich wszystkiego, w zamian nic nie oferując (taki skrajny socjalizm).

System kar i nagród to metoda, która przekazywana jest niekiedy z pokolenia na pokolenie jako najszybszy sposób wyegzekwowania posłuszeństwa u dziecka. Dlaczego nie jest skuteczna?

Przede wszystkim dlatego, że tak mówi nauka i badania przeprowadzane nawet na dorosłych ludziach. Badania dotyczyły zadań kreatywnych (czyli nie mówimy o pracy na taśmie). Wizja nagrody czy kary (które w sumie niewiele się różnią, bo często brak nagrody jest traktowany jak kara, a brak kary jak nagroda) szkodzi w wykonywanym zadaniu zamiast pomagać, bo ludzie rozpraszani są myślami o konsekwencjach.

Podobnie jest z dziećmi. Im bardziej boją się o rezultat, tym trudniej jest im opanować emocje, a im bardziej nieopanowane są emocje, tym częściej dzieci będą uciekać do rozwiązań prymitywnych, zakodowanych w mózgu pierwotnym (ucieczka, agresja, płacz). Jeśli więc zależy nam na tym, aby dziecko potrafiło zachowywać się dojrzale i podejmować dojrzałe decyzje, musimy postawić na wytłumaczenie mu, dlaczego coś warto robić, zamiast mamić go nagrodą. W końcu my przykładowo sprzątamy nasze pokoje nie dlatego, że czeka nas jakaś nagroda, tylko dlatego, że wiemy, jak ważny jest porządek. Dla nas nagrodą jest porządek sam w sobie. Czemu inaczej miałoby być w przypadku dzieci?

Poza tym warto też się zastanowić, co zrobi dziecko wiecznie nagradzane, gdy wyprowadzi się z domu i nagrody oferowane przez rodziców się skończą? Albo po prostu oczekiwania dzieci z roku na rok będą rosły (bo to normalny mechanizm przy nagrodach) i w pewnym momencie nie będziemy już potrafili im sprostać?

W książce „Idealny rodzic nie istnieje” pojawia się także kwestia klapsów oraz ich negatywnego wpływu na rozwój dziecka. Jak w kilku słowach przekonać rozmówcę, że przysłowiowy klaps jest formą przemocy wobec dziecka?

Można odwołać się do samej definicji przemocy, bo nie ma tam wyjątku zrobionego dla klapsa. 🙂 Ewentualnie można użyć analogii do picia alkoholu w czasie ciąży. Tak jak nie ma minimalnej dawki alkoholu w czasie ciąży, tak i nie ma minimalnej dawki przemocy wobec dzieci. A jeśli robimy dziecku krzywdę, to stosujemy przemoc. Nie ważne, w jaki sposób jest to argumentowane.

Gdzie rodzice mogą zaczerpnąć wiedzy na temat samego rodzicielstwa? Gdzie mogą szukać pomocy, gdy wydaje im się, że nie dadzą rady?

Myślę, że najlepiej zacząć od przedszkola czy szkoły, bo oni mogą wskazać wartościowych pedagogów czy psychologów. Ewentualnie można poszukać ich na własną rękę, chociażby z poleceń znajomych. Jak najbardziej można też szukać pomocy w książkach czy na blogach, bo to może dać nam pewne fundamenty, na których później łatwiej będzie się oprzeć, ale często jest to wiedza dość ogólna. Może nam pomóc zapobiec wielu problemom, ale nie zawsze jest w stanie je rozwiązać, jeśli już się pojawią. Dlatego też w przypadkach indywidualnych, w których sobie nie radzimy już na przykład od paru miesięcy, polecam poszukać wiedzy właśnie u specjalisty, najlepiej zaufanego, który będzie w stanie osobiście i bezpośrednio porozmawiać z nami i z naszym dzieckiem.

Z roku na rok zauważa się wzrost świadomości w zakresie wychowania (na szczęście). Czy mimo to jesteśmy skazani na powielanie błędów wychowawczych naszych rodziców?

Wydaje mi się, że my jesteśmy pokoleniem, które chyba ma najtrudniej, bo przechodzimy największą przemianę: od przemocy do jej braku. Uczymy się wychowywania dzieci w obustronnym szacunku. Wierzę, że jeśli my wykonamy dobrze swoją robotę, to kolejne pokolenia już będą miały pewne podstawy wypracowane dzięki swojemu dzieciństwu, a więc będą miały mniej błędów wychowawczych do powielenia. 🙂 Idealnie pewnie nie będzie nigdy, ale na pewno może być lepiej.

Jaki jest Pana największy sukces jako rodzica?

Przeżycie. Z resztą dam sobie radę. 😉

Na koniec może zechciałby Pan zdradzić, czy czytelnicy mogą liczyć na kolejną książkę? Jeżeli tak, czego będzie dotyczyła?

Obecnie w swoich planach postanowiłem skupić się nieco na innym obszarze moich zainteresowań, które darzę znacznie silniejszymi uczuciami niż poradniki, czyli grach planszowych i bajkach dla dzieci. W związku z tym coś na pewno się w tym roku pojawi, ale nie będzie to druga część książki. Chociaż w kolejnych latach tego nie wykluczam. 🙂

Z Kamilem Nowakiem (BlogOjciec) rozmawiała Aneta Sarnowska-Frank

Idealny rodzic nie istnieje? Jak to? – recenzja książki Kamila Nowaka (Blog Ojciec)


Idealny rodzic nie istnieje? Jak to?

Skoro, jak mówi Kamil Nowak (dla niewtajemniczonych autor bloga BlogOjciec), Idealny rodzic nie istnieje, to chyba wszystko zostało powiedziane i możemy kwestię rodzicielstwa odesłać do lamusa – niech każdy będzie takim rodzicem, jakim chce (chociaż to wbrew pozorom wcale nie takie łatwe) – lub raczej takim, jakim mu wychodzi.

Nie to ma jednak na myśli autor. Stwierdzenie, że idealny rodzic nie istnieje, nie jest zachętą do tego, by przestać rozwijać swoje umiejętności rodzicielskie. Kamil Nowak raczej podkreśla, że każdy rodzic jest inny – ma niepowtarzalne predyspozycje i talenty. Rodzicielska codzienność wymaga zatem ogromnej elastyczności, której nie nauczymy się choćby z najlepszego poradnika.

Książka Idealny rodzic nie istnieje w pełni odzwierciedla poglądy i filozofię autora prezentowane na blogu i w mediach społecznościowych. Zwolennicy mówienia o rodzicielstwie z przymrużeniem oka na pewno się nie zawiodą.

Poradnik, który nie jest poradnikiem

Może to zaskakujące, ale książka Kamila Nowaka jest bodaj jedynym poradnikiem (a na pewno jedynym, jaki miałam okazję przeczytać), który nie jest poradnikiem. Brzmi dość absurdalnie, ale … naprawdę tak jest.

Jeżeli chcesz uzyskać poradę, jak wychować dziecko na geniusza, co zrobić, żeby twoja pociecha była grzeczna oraz jak być najlepszym rodzicem na świecie – źle trafiłeś. Przekaz książki jest natomiast bardzo wyraźny i ustawia myślenie czytelnika na odpowiednie tory:

Dziecko jest człowiekiem (tak samo jak i rodzic). Jednemu i drugiemu należy się taki sam szacunek i traktowanie! Choć sprawa wydaje się na pozór oczywista, w praktyce niestety nie zawsze zasada ta jest stosowana.

Autor swoje przekonania na temat rodzicielstwa opiera na własnym doświadczeniu. Dzieli się metodami i praktykami, które sprawdziły się w jego rodzinie, podkreślając jednocześnie, że nie ma jednego rozwiązania i jednej metody. Treści poparte są wieloma barwnymi przykładami świetnie obrazującymi omawiane problemy. Ta książka pokazuje ludzką stronę rodzicielstwa – zwykłość (i wyjątkowość zarazem) bycia rodzicem.

Dawka optymizmu

Autorowi bez dwóch zdań pozazdrościć można czegoś, co potocznie nazywane jest „życiowym luzem”. A do tego dodać można jeszcze ogromny dystans i poczucie humoru. Książka chwilami śmieszy do łez, choć po wybuchu wesołości przychodzi nieraz gorzka refleksja.

Autor w subtelny i ironiczny sposób przypomina, że nie możemy lekceważyć lat nauki i badań nad rozwojem dziecka, stosując przestarzałe podejście, które nie tylko nie przynosi pozytywnych rezultatów, ale co więcej – negatywnie wpływa na dziecko i jego relację z rodzicem.

Książka Kamila Nowaka w bardzo wyraźny sposób, z dużą dozą humoru i dystansu przypomina o rzeczach najważniejszych i na nowo ustawia rodzicielskie priorytety. A co jest najważniejsze? Wbrew różnym poglądom, dla wszystkich to samo: miłość, bliskość, poczucie bezpieczeństwa, bycie tu i teraz, radość z tego, że ma się dzieci i z tego, jakie są.

Bądź dla siebie dobry

To zdanie (nie wprost oczywiście) wybrzmiewa niemal z każdej strony tej książki. Bądź dobry dla swojego partnera, dla swojego dziecka i w końcu – dla siebie (bo przecież od tego wszystko się zaczyna). Ponadto unikaj błędów (oczywista oczywistość), ale gdy się zdarzą… to życie płynie dalej, a ty masz kolejny dzień, w którym możesz coś zmienić – być lepszym rodzicem. Bo głównie chodzi o to, by dzieciństwo było czasem budowania zdrowej i bliskiej relacji z dzieckiem oraz czasem gromadzenia dobrych wspomnień.

Sam autor o swojej książce mówi:

„Idealny rodzic nie istnieje” to opis mojej drogi jako rodzica, która trwa już ponad dekadę. To opis moich błędów, moich porażek oraz wielu wyciągniętych z nich wniosków, wspartych doświadczeniami tysięcy rodziców, z którymi miałem kontakt w trakcie prowadzenia bloga. Pisząc tą książkę przyświecała mi jedna idea – stworzyć książkę dla rodziców, którzy na co dzień poradników rodzicielskich nie czytają, a mimo to chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej i zrobić krok w stronę przyjemniejszego i spokojniejszego rodzicielstwa.

Bycie rodzicem nie jest czymś, co można przeczytać, zapamiętać i stosować już do końca swoich dni. To przede wszystkim elastyczność i indywidualne podejście do dziecka – do dziecka, które jest niczym innym, jak po prostu człowiekiem (dlaczego dorośli o tym zapominają?)

To na pewno książka, z której wiele zostaje w głowie, a co więcej – w sercu czytelnika. Strony opatrzone wymownymi ilustracjami i cytatami – niekiedy śmiesznymi, niekiedy wzruszającymi, innym razem dającymi do myślenia. I chyba właśnie z tego składa się rodzicielstwo – z sinusoidy śmiechu, łez i zadumy.

Ten nietypowy sposób przekazu sprawia, że wiedza zawarta w książce może być dawkowana – co strona, to nowa myśl do zapamiętania i przemyślenia.

Idealna książka dla nieidealnego rodzica

Książka jest napisana w tak prosty i przystępny sposób, że można czytać ją w każdym momencie dnia (nawet po wykańczających godzinach spędzonych na zabawie dziećmi). Wiedza tam przekazana jest skondensowana do najważniejszych aspektów.

Gdybym miała opisać ją jednym sformułowaniem, pewnie powiedziałabym „kubeł zimnej wody”. I chyba dlatego, że książka wytrąca z sztandarowego myślenia o relacji rodzic-dziecko. Autor zdaje się mówić: „Wyluzuj, nie bądź taki poważny, uśmiechnij się”.

Idealny rodzic nie istnieje to najpozytywniejsza książka o rodzicielstwie – bez zbędnego straszenia, ostrzegania, oceniania i udzielania rad. Autor nie jest specjalistą – mówi ze swojej własnej, rodzicielskiej perspektywy. I chyba dlatego odnosi się wrażenie, że jego książka jest bardzo autentyczna i po prostu życiowa.

Opracowała: Aneta Sarnowska-Frank

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o badaniu w publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej


Zebraliśmy Wasze pytania dotyczące zapisu na edukację domową. Wiele z nich dotyczyło badania w publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej. Dzięki temu powstała druga część Q&A (pierwszą znajdziecie TU).

W poniższym artykule znajdziesz odpowiedzi na najbardziej nurtujące kwestie dotyczące badania pod kątem edukacji domowej.

W jaki sposób zapisać dziecko na badanie skierowane na nauczanie domowe? Czy wystarczy rejestracja telefoniczna, czy konieczne jest złożenie wniosku?

Aby zapisać dziecko na badanie pod kątem nauczania domowego, należy zarejestrować się w rejonowej publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej telefonicznie. Podczas pierwszej wizyty należy natomiast złożyć wniosek o przeprowadzenie badania oraz wydanie opinii. Wzór wniosku można znaleźć TU.

Czy badanie pod kątem edukacji domowej ma swoją nazwę? Czy wystarczy zaznaczyć, że chodzi o uzyskanie zezwolenia na nauczanie domowe?

Badanie pod kątem nauczania domowego nie ma specjalistycznej nazwy. W celu uzyskania opinii pod kątem nauczania domowego wystarczy poinformować psychologa przeprowadzającego badanie, że chodzi o opinię dotyczącą zezwolenia na edukacje domową. Informacja ta zawarta jest także na wniosku składanym do poradni.

Jaki jest średni czas oczekiwania na badanie?

Czas oczekiwania na badanie zależny jest od konkretnej poradni lub samego psychologa, który opiekuje się daną szkołą w poradni. Publiczna poradnia posiada ograniczone możliwości kadrowe, ma natomiast przydzielony rejon do obsłużenia, dlatego też czas oczekiwania w poradni może wydłużać się ze względu na dużą liczbę zgłoszeń. W przypadkach pilnych poradnie starają się przyspieszyć termin badania, jeżeli tylko jest to możliwe.

Do której poradni należy się zgłosić? Czy może być to dowolna publiczna poradnia w województwie?

Każda szkoła (publiczna i niepubliczna) ma swoją poradnię rejonową, która opiekuję się uczniami. Należy więc zgłosić się do poradni, pod którą podlega szkoła. W przypadku dzieci, które jeszcze nie spełniają obowiązku szkolnego, poradnią rejonową jest ta, znajdująca się najbliżej miejsca zamieszkania.

Ile spotkań przewidzianych jest na badanie?

Najczęściej badanie obejmuje dwa spotkania. Nie jest to jednak reguła. Wiele zależy od indywidualnych predyspozycji dziecka. Niekiedy potrzebnych jest więcej spotkań, żeby zdiagnozować dziecko oraz odpowiednio sformułować wskazania do pracy. O liczbie spotkań decyduje psycholog badający dziecko w poradni.

W jakim terminie od badania można spodziewać się wystawienia opinii.?

Poradnia ma 30 dni na wydanie odpowiedniego dokumentu.

Kto przeprowadza badanie? Psycholog czy pedagog?

Zazwyczaj badanie przeprowadzane jest przez psychologa. Może on także wyznaczyć dodatkowy termin badania u pedagoga.

Czy rodzic może uczestniczyć w badaniu?

Kwestia przebywania rodzica podczas badania nie jest regulowana dokumentem prawnym. Może być natomiast regulowana w statucie. Każda poradnia ma obowiązek posiadania statutu, w którym mogą znajdować się postanowienia regulujące szczegółowy przebieg badania poprzedzającego wydanie opinii. Jeżeli zastrzeżono tam, że diagnozę przeprowadza się w obecności rodzica, to zasadne jest domaganie się, aby zostało to dotrzymane. Jeżeli jednak nie ma tam takiego zapisu lub wyraźnie wskazano, że rodzic nie jest obecny w trakcie badania, to taka procedura nie narusza prawa oświatowego.
Kwestia uczestnictwa rodzica w badaniu jest w praktyce różnie rozstrzygana w poradniach. W niektórych zasadą jest udział rodziców w badaniach, gdzie indziej zaś jest odwrotnie. Na pewno nie istnienie nic takiego, jak „podstawa zwyczajowa” zabraniająca udziału rodziców w badaniu, niemniej jednak z uwagi na brak regulacji tej kwestii w przepisach rozporządzenia, poradnie mają swobodę co do tego, czy przeprowadzać badania w obecności rodzica, czy też nie. Brak dopuszczenia rodzica do udziału w badaniu można zarzucić poradni tylko wtedy, gdy możliwość udziału wynika z postanowień statutu poradni.

Na czym polega badanie? Czy jest to rozmowa czy rozwiązanie testu?

Szczegółowy przebieg badania nie jest regulowany prawnie. Każda poradnia może przeprowadzać badania w nieco inny sposób. Jest to badanie psychologiczne przy zastosowaniu standaryzowanych testów badających możliwości intelektualne i osobowość. O tym, jakie testy będą zastosowane, decyduje psycholog.

Czy podczas badania oceniana jest wiedza merytoryczna dziecka?

Wiedza merytoryczna oceniania jest wyłącznie w takim zakresie, w jakim takie pytania występują w testach. Zależne jest to więc także od wieku dziecka. Dziecko nie rozwiązuje testów wiedzy z danych przedmiotów.

Jak długo trwa badanie?

Czas badania jest kwestią indywidualną zależną od wielu czynników, między innymi tempa pracy dziecka czy liczby spotkań. Nie jest on ustawowo ustalony. Psycholog dostosowuje czas do predyspozycji i potrzeb dziecka.

Czy w każdej poradni takie badanie przebiega w ten sam sposób?

W związku z tym, że przebieg badania nie jest standaryzowany, badanie różni się w zależności od placówki. Poradnie dysponują takim samymi standaryzowanymi metodami, ale przebieg każdego badania jest inny, ponieważ dostosowany jest do potrzeb dziecka.

Na jakiej podstawie poradnia może wystawić negatywną opinię?

W trakcie badania psycholog może zauważyć dysfunkcje, deficyty i potrzeby dziecka, które wymagają specjalistycznego wsparcia i pomocy. W takich przypadkach, w związku z tym, że rodzice mogą nie dysponować takimi możliwościami, edukacja domowa nie jest zalecana. Wówczas wystawiona opinia jest negatywna. Nie oznacza to jednak, że dziecko nie ma szans na realizowanie edukacji domowej. Ostateczną decyzję o wydaniu zgody na tryb nauczania domowego wydaje dyrektor szkoły.

Czy poradnia ma prawo zażądać opinii od wychowawcy lub dyrektora szkoły?

Poradnia ma prawo prosić o okazanie opinii wychowawcy lub dyrektora szkoły, ponieważ takie informacje pogłębiają diagnozę. Poradnia może także poprosić o udostępnienie opinii lekarza, logopedy lub innego specjalisty. Reguluje to Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 1 lutego 2013 r. w sprawie szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, w tym publicznych poradni specjalistycznych, par. 5, ust. 2.

Jakie kroki należy podjąć, jeśli poradnia nie wystawi opinii w okresie przewidzianym przez ustawę?

W przypadku, gdy poradnia nie wystawi opinii w przewidzianym terminie, rodzic może zgłosić się do dyrektora poradni z prośbą o informację, dlaczego opinia nie została wystawiona w odpowiednim terminie.

Opracowała: Aneta Sarnowska-Frank we współpracy z publiczną poradnią psychologiczno-pedagogiczną oraz Kancelarią Prawną Tusiński i Współpracownicy

Czym jest zabawa malarska według Arno Sterna?


„Zabawę trzeba traktować poważnie, bo nie istnieje lepsza metoda uczenia się”.

Arno Stern, francuski pedagog, całe swoje życie poświęcił tej zasadzie, dzięki czemu wypracował innowacyjną metodę zabawy malarskiej. Według Sterna każde dziecko ma wrodzoną potrzebę zabawy i pragnienie wyrażania swojej ekspresji i spontaniczności przez rysunek.

Arno Stern zauważył, że dzieci, kreśląc pierwsze ślady na papierze, wykonują podobne figury (niezależnie od środowiska, w jakim przebywają). Pedagog podjął się obserwacji śladów pozostawionych na papierze przez dzieci. Podobne figury i kształty przedstawiane przez dzieci nazwał formulacją. Kształty te (czyli pozostawiony ślad) mogą mieć związek z pierwotną pamięcią dziecka sięgającą okresu prenatalnego.

Według Arno Sterna zabawa malarska powinna być nastawiona na indywidualizm dziecka, co oznacza zachowanie niezależności od opinii, sugestii i spostrzeżeń dorosłego. Wskazówki do zabawy malarskiej według Arno Sterna są następujące:

– dzieło dziecka nie powinno mieć narzuconego tematu – powinno uwidaczniać naturalną ekspresję i spontaniczność dziecka,
– to dorosły często sugeruje dziecku, że rysunek coś przedstawia (dla dziecka może być jedynie wyrażeniem stanu emocjonalnego lub zabawą), dlatego bardzo ważne jest, aby nie zadawać pytań typu: „Co to jest?”, „Co chciałeś/aś przedstawić?”,
– nie należy oszczędzać na materiałach plastycznych – dzieło dziecka powinno być traktowane tak samo jak dzieło dorosłego,
– malowanie nie jest kwestią jedynie talentu, ale jest naturalną potrzebą wyrażenia siebie.

Zadaniem dorosłego jest traktowanie twórczości dziecka z powagą i szacunkiem. Ważne jest, aby nie zadawać pytania o to, co przedstawia obraz (często to właśnie dorośli chcą przypisać mu określone obiekty). Chwalenie rysunku (czy też śladu) dziecka na papierze również nie jest wskazane, ponieważ dziecko zapamięta pochwałę i będzie malowało w taki sam sposób. Nieszczere i zdawkowe komplementowanie śladów zostawionych przez dziecko często prowadzi do ograniczenia jego kreatywności, dlatego też należy po prostu pozwolić dziecku się bawić i powstrzymać się od komentarzy czy sugestii.

Według Sterna należy wesprzeć dziecko (jeżeli samo poprosi o pomoc). Głównym zadaniem dorosłego jest natomiast nie przeszkadzać mu w procesie twórczym i nie komentować dzieła.
Podstawową zasadą zabawy malarskiej jest przyjęcie stanowiska, że dziecko nie maluje po to, by coś przedstawić (jest to perspektywa dorosłego), ale po to, by podjąć spontaniczną zabawę.

Malowanie może stać się prawdziwą zabawą tylko wtedy, gdy pozostanie wolne od oceny.

Jeżeli temat zabawy malarskiej Was zainteresował, koniecznie sięgnijcie po książkę Arno Sterna Odkrywanie śladu. Czym jest zabawa malarska.

Opracowała: Aneta Sarnowska-Frank